odchudzanie z poprzeczkami

a takie sobie bazgroly

Oceń ten wpis
przez w dniu 10-07-2010 o godzinie 16:52 (1148 Odsłon)
nudzi mi sie strasznie.posprzatalam chalupe,bylam na solarium,teraz siedze w ogrodku piwnym z laptopem i niewiem co mam z soba zrobic.a wiec postanowilam cos naskrobac.obojetnie co.pewnie jakies bazgroly z tego wyjda.w miedzyczasie moze co zjadlam dzisiaj?wzielo mnie strasznie na owsianke.do tego mleko 0,7%.bulka wielozbozowo-pelnoziarnista z chuda szynka i serem zoltym7%,pomidor,woda.w sumie nie jestem na dukanie pomimo,ze staram sie wysokobialkowo jesc(szczegolnie wieczorem),ale ogladam oczywiscie wszystko mozliwe co ma zwiazek z dieta.podczas zakupow otrebow,spedzilam chyba dobre 20 min przy regale,bo owsianek mieli jak na zatrzesienie.no i co mi sie rzucilo w oczy podczas kontemplacji skladow energetycznych?owsianka ma strasznie duuuuzo weglowodanow.60g na 100g produktu.owszem bialko tez tam jest okolo 10g,ale to jest nieporownywalne w tymi weglami.mi jest obojetne w sumie,ale cos tu jakos nie pasuje,bo jezeli na dukanie w fazie uderzeniowej mozna tylko bialka jesc,to z czego sie wziela ta owsianka?no,ale jak pisalam ja na dukanie nie jestem tylko na MZ takze mi to nie przeszkadza.ja niedobra dziewczynka pije wlasnie prosecco z sokiem gruszkowym i cytryna.a co tam.jedna lampka mi nie zaszkodzi.a mialam pypcia.lepsze to w sumie niz pizza,ciastka czy tez golonko.hehehegodzina 17.35 a slonce wali jak w poludnie.dobrze by bylo gdyby w poniedzialek tez taka ladna pogoda byla tobysmy nad jezioro pojechali.
na razie nie jestem glodna.moze to te goraco sprawia.w kazdym razie potem bedzie moja zupa warzywna.musze ja jakos w siebie wmusic bo mi sie jeszcze zepsuje.niby moglabym zamrozic,ale jak siebie znam,to potem bedzie lezec w zamrazalniku miesiacami.trzeba by mi bylo tak z wiaderko do domu zabrac,tobym sie moze tez zupkowala na sniadanie?czemu nie w sumie?pierdzenie mi juz pomalu przechodzi.na szczescie,dosyc uciazliwe byly te gazy.ciotka tez powinna za 2 dni przejsc.eh...musi ona u mnie tak dlugo trwac?nic na to nie poradze a wiec musze sie z tym pogodzic.
wies ...wies... cale zycie sie zazegnywalam,ze nie bede juz nigdy na wsi mieszkac a teraz bedzie niedlugo 3 lata jak na tym odludziu austriackim siedze.coraz bardziej mnie ciagnie na podroze...kiedys jezdzilam 2 razy w roku po swiecie,za kazdym razem po miesiacu sie wloczylam z plecakiem gdzie mnie oczy niosly...a teraz...nudy na pudy i coraz bardziej mi tego brakuje...strasznie mnie meczy to przestawianie sie na stateczny tryb zycia...przeszkadza mi to pomimo tego,ze juz 3 lata mijaja.kazdy mowil,ze z czasem sie przyzwyczaje...jak dlugo trwa taka faza??? u mnie o wiele za dlugo...3 lata i ciagle nic.w sumie jedyne co mnie tutaj trzyma to moj mily.inaczej tobym juz dawno manatki spakowala i adios...witaj swiecie...
wena mi mija...slonce swieci,temat mi kuleje...a jak nie bede teraz pisac to co bede robic?tepo sie w te rozlozyste pola i odlegle pagorki patrzyla??no nic...chyba mi nic innego nie pozostaje...papa,do pozniej

Edytowany 10-07-2010 o 16:54 przez bibilola

Kategorie
Nie przypisana

Komentarze