Strona 1 z 6 1 2 3 ... OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 10 z 56
Like Tree14Lubią to

Wątek: To mnie bardziej zabija niż wzmacnia...

  1. #1
    Bye Graso jest nieaktywny Nowy na forum
    Dołączył
    13-06-2016
    Posty
    32
    Wpisy na blogu
    1

    Domyślnie To mnie bardziej zabija niż wzmacnia...

    Dzień dobry wszystkim.

    Osiągnęłam już ten poziom desperacji, aby tym razem zacząć szukać wsparcia w Internecie.
    Wcześniej mówiłam sobie, że mi się uda, że dam radę sama.
    Nawet już nie jestem w stanie zliczyć ile razy mi się jednak nie udało.

    Mam już naprawdę dość porażek, moje problemy z wagą - a tym samym z psychiką - zaczynają mnie powoli wykańczać.
    Czyli tak jak w temacie.

    Mam nadzieję, że tym razem mi się uda. Bo powiem szczerze, że zauważyłam iż pisanie o swoich problemach, pomaga mi je lepiej zrozumieć - a dzięki temu łatwiej jest mi znaleźć sposób na próbę z ich walką.
    Odchudzanie naprawdę zaczyna się w głowie - a ja w tej głowie mam duuuużo do poukładania.
    Za mną lata zaniedbań, ucieczki w jedzenie od tego co mnie uwiera, zamiast walki z tymże.

    Zaczęłam prowadzić blog (bye-graso.blogspot.com) i na początku takie uzewnętrznianie się nie przychodziło mi łatwo, ciężko było opublikować pierwszy post, nie wspomnę o dzisiejszym gdzie wrzuciłam zdjęcie swojego sadła.
    Ale nigdy wcześniej tego nie robiłam, więc liczę, że właśnie pisanie da mi motywację, którą zazwyczaj bardzo szybko traciłam...

  2. #2
    Awatar ewelinawarchol
    ewelinawarchol jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    01-02-2016
    Mieszka w
    Bielsko-Biała
    Posty
    2,029

    Domyślnie Odp: To mnie bardziej zabija niż wzmacnia...

    Witaj Bye Grasso !
    Poczytałam trochę Twojego bloga i pod wieloma względami czuję, że to co ja przechodziłam było bardzo podobne do Twoich zmagań.
    Pisałaś o atakach paniki, ja również je miewałam, kiedy byłam najgrubsza, ale również później, nawet kiedy schudłam, bo moja psychika też nie mogła sobie do końca poradzić z tym, co dzieje się w moim ciele. Też przechodziłam psychoterapię, na którą wysłała mnie moja mama i powiem ci, że to odegrało w moim odchudzaniu i w ogóle w całej mojej przemianie ogromną rolę. Chociaż wściekałąm się na pania psycholog, mamę i samą siebie, to nie zrezygnowałam z terapii, a zakończyłam ją dopiero w momencie, gdy stwierdziłam, że dalej poradzę sobie już sama.
    No, ale przybliżę Ci troszkę moją historię, bo zaczęłam tak troszkę od końca.
    Mam 22 lata. Obecnie jestem szczupłą, młodą mama, która stara się regularnie ćwiczyć na siłowni i wymodelować sobie jak najlepszą sylwetkę. Ale nie zawsze było tak fajnie. Jako dziecko byłam "pulpetem". Do tego stopnia, że w pewnym momencie na bilansie u lekarza usłyszałam słowo "otyłość" oraz to, że "nie mieszczę się moją wagą w siatkach centylowych". To było na prawdę ciężkie. Przez całą podstawówkę, gimnazjum i pierwszą klasę liceum chodziła za mną łatka "tej grubej". W swoim najgrubszym momencie, czyli przełom gimnazjum i liceum waga pokazała 110 kilogramów. I tak było jeszcze przez rok, możliwe, że waga jeszcze urosła, nie wiem, bo panicznie bałam się na nia stawać. Aż w końcu, w drugiej liceum, w Święta Wielkanocne coś we mnie pękło. Postanowiłam, że stawiam wszystko na jedną kartę i, że muszę się zmienić ! Wiedziałam, że dam radę, bo zawsze byłam wobec siebie bardzo krytyczna. Wiedziałam też, że mam w sobie ośli opór i dość trudny charakter, więc będę potrafiła narzucić sobie reżim. Gdzieś tam w środku czułam, że mi się uda. I udało się, chociaż wcale nie było łatwo. Przechodziłam takie "kwiatki" jak ataki paniki, depresja, leki, okaleczanie się po rękach, bo w pewnym momencie tak bardzo nienawidziłam siebie. Dorzućmy do tego presję rówieśników, kłopoty z nauką, nieszczęśliwe zakochanie, bycie trochę outsiderem, a z drugiej strony osobą nienawidzącą samotności i szukającą desperacko kontaktu z drugim człowiekiem, a wychodzi nam mieszanka osobowości tak wybuchowej, że mogłam w pewnym momencie skończyć jak Ian Curtis ... Teraz, jak patrzę z perspektywy, to wiem, że to było szaleństwo, ale dieta, którą sobie narzuciłam, zmiana swojego postrzegania świata, swojego podejścia do jedzenia, zainteresowanie zdrowym stylem życia i ponowne otwarcie się na ludzi - uratowało mnie.
    Cała przygoda z odchudzaniem zaczęła się w 2011 roku. Pod koniec 2012 wyglądałam już zupełnie inaczej, bowiem w te mniej więcej półtora roku straciłam około 45 kilo. Moja dieta to było obcięcie kaloryczności najpierw do restrykcyjnego 1000. Potem, jak na tym tysiącu poleciało masę kilogramów, zaczął organizm dawać znać, że już pora kończyć dietę, więc powoli z niej wychodziłam. Zwiększałam kaloryczność posiłków najpierw do 1200, 1300, 1500, a teraz jem zgodnie z moim zapotrzebowaniem kalorycznym 1650 kalorii, a 3 razy w tygodniu, w dni, w które trenuję - 2000 kalorii. I taki tryb mi służy. Trzy6mam wagę, teraz około 65 kilo, a dzięki ćwiczeniom moje ciało wygląda coraz lepiej, bo po odchudzaniu i późniejszej ciąży zostało mi trochę luźnej skóry. Ale z tym się uporam, wierzę w to, skoro udało mi się uporać z kilogramami
    To była taka moja historia w skrócie. Zapraszam Cię serdecznie na mój wątek na forum,
    [link widoczny dla zalogowanych Użytkowników]
    Wpadnij tu czasami poczytać, napisać, może czymś się zainspirować. Pozdrawiam Cię serdecznie. Życzę Ci na tej cięzkiej drodze przede wszystkim wytrwałości i siły w dążeniu do celu, ale także zdrowej krytyki wobec siebie, a tym samym szacunku i miłości do swojego ciała, by się nie krzywdzić, a zdrowo odżywiać i dbać o swoje ciało Trzymaj się i powodzenia.

  3. #3
    Bye Graso jest nieaktywny Nowy na forum
    Dołączył
    13-06-2016
    Posty
    32
    Wpisy na blogu
    1

    Domyślnie Odp: To mnie bardziej zabija niż wzmacnia...

    Hej, hej, bardzo dziękuję za odpowiedź.

    Jestem w trakcie przeglądania Twojego wątku i jestem pod wielkim wrażeniem.
    Cieszę się, że dzielisz się swoim sukcesem i doświadczeniem z innymi - nawet nie wiesz jak bardzo jesteś inspirująca i ile dajesz motywacji
    Chylę czoła!
    Wyglądasz obłędnie, prześlicznie. Różnica jest niesamowita, dodatkowo to jak pozujesz do obu zdjęć, które jako pierwsze wrzuciłaś w swój wątek też mówi samo za siebie... <3

  4. #4
    Bye Graso jest nieaktywny Nowy na forum
    Dołączył
    13-06-2016
    Posty
    32
    Wpisy na blogu
    1

    Domyślnie Odp: To mnie bardziej zabija niż wzmacnia...

    Tak sobie myślę....

    Uważa się, że otyłość jest w dzisiejszych czasach wielkim problemem, prawdziwą plagą. Bije się na alarm, nazywa się ją epidemią XXI wieku, w celu prewencji zmienia się zasady żywienia dzieci w szkołach itd.

    Większość tekstów traktujących o tym problemie bardzo skupia się na skutkach, wyliczając ciężkie, często nieodwracalne problemy zdrowotne.

    Myślę, że każda osoba z nadwagą lub otyła zdaje z nich sobie doskonale sprawę.

    Przyczyna otyłości również uważana jest za oczywistą - przekarmianie. Do tego często brak wysiłku fizycznego.

    Najczęściej na tym się kończy. Oczywiście większość tekstów dotyczących omawianej tutaj epidemii dołącza listę złotych rad, którą - jak wiem z doświadczenia - osoby otyłe znają doskonale na pamięć.


    Na szczęście od pewnego czasu specjaliści zaczęli spoglądać na ów problem nieco głębiej.

    Bo przecież owo przekarmianie z czegoś się bierze.
    Nie istnieje żadna zewnętrzna magiczna moc, we władaniu której są wszyscy otyli ludzi. To nie ona powoduje u nich utratę kontroli, zatracanie się w jedzeniu, ba! często - nazwijmy to po imieniu - obżarstwie. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie kupował ton jedzenia i zapychał się nimi wiedząc z jakimi powikłaniami zdrowotnymi się to wiąże.

    Do tego dodajmy problem z życiem społecznym. Raczej ciężko będzie zaprzeczyć, że nie mamy do czynienia ze swego rodzaju stygmatyzacją ludzi otyłych. Każdy pewnie słyszał, że grubi śmierdzą i się nie myją, Zarzuca się nam brak samokrytycyzmu ("OMG, czy ona ma w domu lustro?"), lenistwo, itp.
    Przy takim nastawieniu "świata zewnętrznego" do swojej osoby, trudno jest nie odczuwać dyskomfortu psychicznego związanego bezpośrednio ze swoim ciałem.

    A mimo to często je się dalej, do tego jeszcze więcej - no toż to zwykły masochizm.

    Palenie papierosów osoby uzależniona najczęściej określają jako swój sposób na walkę ze stresem. Sposób, który uzależnia.

    Myślę, że większość osób otyłych właśnie jedzenie traktuje podobnie.
    Z tymże - tak mi się wydaje - od jedzenia jest się łatwiej uzależnić.
    Chociażby dlatego, że jest łatwiej dostępne.
    No i o ile palenie papierosów (plakaty, napisy na paczkach papierosów, filmiki promujące coraz modniejszy zdrowy tryb życia) jest piętnowane.
    Jedzenie zaś od dziecka (w większości przypadków) traktujemy jako coś dobrego, coś przyjemnego:
    cukierki w nagrodę, świętowanie sukcesów najczęściej odbywające w gronie rodziny przy dobrym jedzeniu itd.

    Otyli w większości przypadków tkwią w potrzasku własnych emocji. Pułapce bez oczywistego wyjścia.
    Jedzą, bo jest im źle --- a -- jest im źle, bo jedzą.

    Dlatego, moim zdaniem potrzeba więcej uwagi skupić na prawdziwym podłożu. Bo przekarmianie się z czegoś wynika. Nie jest przyczyną samą w sobie.
    My naprawdę wiemy, że za chwilę możemy paść na zawał serca, na pewno już prawie mamy cukrzyce. Wiemy, że nasze ciała nie są superatrakcyjne, że popełniamy podstawowe błędy w żywieniu. Nasze życie nie jest łatwe, ale często brakuje nam tej tzw. silnej woli, samozaparcia.
    I ten brak też z czegoś głębszego wynika. Ze słabości? OK, niech będzie, ale coś musiało się w naszym życiu wewnętrznym wydarzyć, że na ową słabość zapadliśmy.
    Blooom lubi to.

  5. #5
    Awatar ewelinawarchol
    ewelinawarchol jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    01-02-2016
    Mieszka w
    Bielsko-Biała
    Posty
    2,029

    Domyślnie Odp: To mnie bardziej zabija niż wzmacnia...

    Kurczę, bardzo mądre, to co napisałaś. Jakoś nigdy nie pomyślałam w ten sposób.
    Ale u mnie w dzieciństwie taki właśnie system funkcjonował. Cukierki w nagrodę, jak ciocie przyjechały z wizytą, to kupowały czekoladki, bombonierki, co by do dziecka z pustymi rękami nie przychodzić. Potem jako nastolatka często jadłam po prostu .. z nudów, przed komputerem, czy to sama, czy to z koleżanką, tak typowo dla odstresowania i odreagowania problemów ze szkoły ... Mimo, że inni mówili, że jestem gruba, ja nie mogłam skojarzyć tych faktów, że nadmierne jedzenie mi szkodzi. Tak jak wiele otyłych osób myślałam sobie, że to tylko takie powtarzane w kółko frazesy. Mówiłam sobie "a co tam, przecież od jednego ciastka więcej nie utyję..." :P Niestety u mnie w domu jakoś zawsze to "coś słodkiego" było :/ A jak było, to się po nie sięgało, nawet nieświadomie.
    ByeGrasso, bardzo Ci dziękuję, za tak miłe słowa Będę więc dalej aktywnie działaś w wątku, by dzielić się historią i inspirować
    Właśnie, na jutro planuję już trening, którego nie zrobiłam dzisiaj, bo miałam cały dzień istną nerwówkę ... Jutro będzie lepiej !
    Blooom lubi to.

  6. #6
    Awatar Marta_K
    Marta_K jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    02-02-2016
    Posty
    2,718

    Domyślnie Odp: To mnie bardziej zabija niż wzmacnia...

    Hej

    Bardzo fajnie, że się zdecydowałaś założyć swój wątek Pisanie pomaga, bo my tutaj zawsze staramy się wzajemnie wspierać i pomagać Każda z nas tutaj ma jakąś swoja historię, jedne dłuższą inne krótszą. Jedna z nas dopiero zaczynają, innym już się udało
    Ja też kiedyś bardzo długo walczyłam o akceptację samej siebie i zrzucenie kilogramów i sprawienie, że mój umysł w końcu zrozumiał, że jestem innym człowiekiem..
    Niestety często jest tak, że mimo zmiany zewnętrznej nie ma zmiany w środku, tej najwazniejsze, a ja myślę, że warto byłoby nawet zacząć właśnie od zmiany podejścia do życia, a dopiero później starać się czynić większe zmiany w swoim życiu

    Masz rację, teraz problem otyłości i nadwagi jest coraz częściej poruszany i to oczywiście na plus. Tylko, że niestety skala tego wszystkiego jest już tak ogromna, że powinno się zwracać na to uwagę zarówno w szkołach, a nawet i przedszkolach, a dorośli powinni mieć możliwość skorzystania dormowo z pomocy dietetyków i specjalistów, którzy mogliby pomóc w tej całej drodze ku lepszemu życiu. No i przede wszystkim mamy za mało edukacji żywieniowej w szkolnictwie i skąd nasze dzieci mają wiedzieć co zrobić, żeby tak na prawdę być zdrowym?

    Ale generalnie to dość obszerny temat, który ciężko jest dogłębnie zrozumieć i opisać

    Bardzo fajnie, że jesteś z nami, pisz często i dawaj znać jak Ci idzie Na bloga też na pewno będę zaglądać

    Dobrej nocy
    Specjalista ds. żywienia i dietetyki, Trener personalny, fanatyczka zdrowego stylu życia
    Mój domek
    Blog -> pamietnikzdrowegozycia.blogspot.com
    Facebook -> facebook.com/pamietnikzdrowegozyciablogspot

  7. #7
    Zawodowa jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    01-05-2016
    Posty
    239

    Domyślnie Odp: To mnie bardziej zabija niż wzmacnia...

    przekarmianie - tak to było własnei u mnie. Za mamusie, za dziadziusia, za nie wiadomo kogo jeszce i tak jadłąm po 3 obiad - jeden z kazdym człokiem rodizny i słodkosci chociaz mama zawze mowila - nie jedz tyle, grba bedziesz. sama mi dawala .

  8. #8
    Awatar agatarska
    agatarska jest nieaktywny Sławny na forum
    Dołączył
    25-05-2008
    Mieszka w
    Polska
    Posty
    14,870
    Wpisy na blogu
    5

    Domyślnie Odp: To mnie bardziej zabija niż wzmacnia...

    Zglądam powspierać na Twojej nowej drodze

    chciałam Ci tylko napisać że nie jesteś sama w swojej walce :*
    wiele z nas przechodziło przez to samo i czuło sie podobnie

    ważne żeby szukać w sobie siły
    i po każdym potknięciu na nowo się podnosić i iść dalej
    WIEDŹMOWY CEL OSIĄGNIĘTY - OD VI 2015 STABILIZACJA WAGI - BORN TO BE WILD !!!!
    Link do mojego wątku - TU WALCZĘ Z DEMONAMI .: :. FOTKI MOTYWACYJNE - KLIK

    "Between my fears and dreams..."

  9. #9
    Awatar agatarska
    agatarska jest nieaktywny Sławny na forum
    Dołączył
    25-05-2008
    Mieszka w
    Polska
    Posty
    14,870
    Wpisy na blogu
    5

    Domyślnie Odp: To mnie bardziej zabija niż wzmacnia...

    Cytat Zamieszczone przez Bye Graso Zobacz posta

    Palenie papierosów osoby uzależniona najczęściej określają jako swój sposób na walkę ze stresem. Sposób, który uzależnia.

    Myślę, że większość osób otyłych właśnie jedzenie traktuje podobnie.
    Z tymże - tak mi się wydaje - od jedzenia jest się łatwiej uzależnić.
    Chociażby dlatego, że jest łatwiej dostępne.
    No i o ile palenie papierosów (plakaty, napisy na paczkach papierosów, filmiki promujące coraz modniejszy zdrowy tryb życia) jest piętnowane.
    Jedzenie zaś od dziecka (w większości przypadków) traktujemy jako coś dobrego, coś przyjemnego

    jest jeszcze jeden aspekt przez który z jedzeniem jest trudniej

    przy leczeniu nałogów jedną z części terapi jest wyeliminowanie czynnika uzależniającego
    rzucenie papierosów, alkocholu, narkotyku tak żeby już nigdy po niego nie sięgać, zycie w abstynencji

    a z jedzeniem się tak nie da - bo jedzenie jest nam potrzebne do zycia
    musimy jeśc żeby zyc
    więc ciągle przy nas będzie, nie da się go rzucić

    a po jednym kęsie leci potem czasem jak lawina
    a każdy z nas inne produkty które wywołują kompulsywne napady jedzenia

    dla jednego to czekolada dla innego ciasto, ser, słodki napój
    zapalnikiem moze byc stress, radość, albo spotkania rodzinne, wieczorny zwyczaj oglądania filmów przed TV, nuda

    ile osób tyle przypadków

    dla tego to jest takie bardzo bardzo bardzo trudne
    i często człowiek sam sobie z tym nie poradzi ...
    bo nie umie dojść do źródła problemu ...
    WIEDŹMOWY CEL OSIĄGNIĘTY - OD VI 2015 STABILIZACJA WAGI - BORN TO BE WILD !!!!
    Link do mojego wątku - TU WALCZĘ Z DEMONAMI .: :. FOTKI MOTYWACYJNE - KLIK

    "Between my fears and dreams..."

  10. #10
    Bye Graso jest nieaktywny Nowy na forum
    Dołączył
    13-06-2016
    Posty
    32
    Wpisy na blogu
    1

    Domyślnie Odp: To mnie bardziej zabija niż wzmacnia...

    Cytat Zamieszczone przez Zawodowa Zobacz posta
    przekarmianie - tak to było własnei u mnie. Za mamusie, za dziadziusia, za nie wiadomo kogo jeszce i tak jadłąm po 3 obiad - jeden z kazdym człokiem rodizny i słodkosci chociaz mama zawze mowila - nie jedz tyle, grba bedziesz. sama mi dawala .
    U mnie było podobnie. W dzieciństwie jadłam 2 obiady - jeden w domu, drugi u babci. Babcia się oczywiście cieszyła, że mi smakuje.
    Jedni mówili, że będę jeszcze grubsza, drudzy, że przecież urosnę i się wyciągnę.
    Jedzenie też w moim domu było traktowane jako pocieszacz i widzę, że nadal się tak robi. Mam sporo młodszego kuzynostwa - mała się np. przewróci i zaczyna ryczeć, a moja ciotka - myk szybko wkłada jej czekoladkę do buzi coby się młoda szybko uspokoiła.

    Teraz, kiedy sama mam tak wielkie problemy z jedzeniem zaczynam to zauważać, kiedyś było to dla mnie normalne zachowanie, teraz wiem jak łatwo czymś takim zaszkodzić.

    Bo prawda jest taka, że wszystko wynosimy z domu. W dzieciństwie wyrabiamy sobie nawyki, z którymi później naprawdę ciężko jest nam zerwać.
    Dlatego też, kiedy mi jest smutno - niekoniecznie dlatego, że się wywaliłam - pierwsza rzecz jaka przychodzi mi do głowy to zapchanie sobie gęby czekoladą.
    bye-graso.blogspot.com

Strona 1 z 6 1 2 3 ... OstatniOstatni

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •