Pokaż wyniki od 1 do 9 z 9

Wątek: Blogerka kontra "Gruba świnio, nie żryj tyle"

  1. #1
    katkanna Guest

    Domyślnie Blogerka kontra "Gruba świnio, nie żryj tyle"

    Kopiuję bezczelnie z [link widoczny dla zalogowanych Użytkowników]:

    Problemy naszych czasów, czyli gruba świnio, nie żryj tyle

    Z reguły spokojnie podchodzę do faktu, że według mojego BMI jestem zdecydowanie za niska. Co nie oznacza bynajmniej, że nic z tym nie robię - przy tej okazji obwieszczam triumfalnie, iż zanotowałam pierwsze efekty nawrócenia się na Montignaca i rower. Na razie tylko tyle, żeby nie zapeszyć

    Wczoraj jednak zdecydowanie wyszłam z siebie, czytając wpis na pingerze pewnej osoby, która nie dość, że jest, z tego co wiem, drastycznie szczupła, to ma (co sama zresztą wyznaje otwartym tekstem) obsesję na punkcie własnej sylwetki i czasami zza jej postów złośliwie oczko puszcza mi anoreksja. Jako że jednak nie widziałam dziewczyny na oczy, mam nadzieję, że to tylko moje przypuszczenia i że nie jest jednak tak źle.

    Dziewczę mianowicie napisało na swoim blogu:
    Zgadzam się, żeby na mieście wisiały plakaty "Palę więc śmierdzę", ale dlaczego obok nie wiszą plakaty "Jem hamburgery więc jestem gruby jak świnia i też śmierdzę"?...

    Szlag mnie trafił na miejscu, mimo że do tej pory wszystkie jej szpile skierowane wobec osób tęgich jakoś mnie omijały. Szlag tym większy, że jak się okazało, generalnie dziewczynie chodziło o mięsożerców, którzy ponoć śmierdzą jej inaczej niż wegetarianie (z czym się mogę zgodzić, wszak to co jemy wydalamy także przez skórę). Gdyby więc napisała tylko "... jem hamburgery, więc też śmierdzę", można by podyskutować na temat wegetarianizmu. Ale oczywiście musiała wcisnąć to o grubej świni. Więc ja się teraz z mitem grubej świni rozprawię i wisi mi kalafiorem, czy ktoś się ze mną zgodzi czy nie.

    Tak jak nie ma alkoholików, którzy "zapijają się na własne życzenie" (cytat z innej pani, na szczęście udało się jej wyprostować poglądy), tak nie ma osób, które są grube, bo tego chcą. Nie ma. Owszem, można zwyczajnie lubić jedzenie. Alkoholik na początku też pije bo sprawia mu to przyjemność, alkohol mu smakuje i tak dalej. Ale prędzej czy później przychodzi taki moment, że chce, *****, picie rzucić, i okazuje się, że hehe, nic z tego, kochasiu, tiu tiu tiu, chodź na kolanka do wujka Butelki.

    Jeżeli grubas się obżera, mimo że wskazówka wagi nieubłaganie przechyla się na prawo, on to widzi, martwi się, ale jednocześnie nic z tego nie wynika - to co to niby może oznaczać? Że myśli sobie "o cholera, już osiemdziesiąt dwa kilo, ale co mi tam, mam przecież forsę na większą rozmiarówkę, uwielbiam występować Bałtyk z brzegów, a te zadyszki na schodach są takie fajne"?

    Nie, ten grubcio ma problem, z którym radzi sobie w jeden sposób - zażerając go. I to niekoniecznie problem, który można wyciszyć bezpośrednio przez zajadanie - bo to uspakaja, wycisza, rekompensuje stres. Czyli "szefowa na mnie nawrzeszczała, zjem czekoladę". To tylko jedna z wielu możliwości.

    Być może nasz grubcio rąbie te chipsy wieczorową porą z nudów. Nie potrafi znaleźć sobie konstruktywnego zajęcia, został wychowany w bierności i skoro nie musi, to nic nie robi. Żonie nie chce się pójść z nim do kina, a dzieci mają swoje sprawy. Albo nie ma żony i dzieci. Przecież nie pójdzie do kina sam, bo to żadna frajda. No ale ręce trzeba czymś zająć, a ileż można skakać po kanałach. No to dawajcie te chipsy.

    Może koleżanka zjada trzy obiady - w pracy, potem wpada z wizytą do mamy, a potem jeszcze u siebie w domu - bo nie potrafi zaprotestować, nauczono ją posłuszeństwa, a ono jest wygodne, bo nie trzeba się nad niczym wytrząsać, dla świętego spokoju robimy to, co się nam powie, więc dobrze, mamo, dolej mi jeszcze zupy.

    Jest jeszcze teoria nieco karkołomna, ale w nią wierzę - dziewczyna/chłopak boi się mężczyzn/kobiet, więc podświadomie stara się stracić znamiona jakiejkolwiek atrakcyjności fizycznej (chociaż mam w pracy koleżankę tylko nieco szczuplejszą ode mnie, która jest tak nieopisanie piękna i pełna wdzięku, że wszyscy faceci za nią szaleją. Co ciekawsze - ona za nimi nie i dość drastycznie ucina wszelkie próby koleżanek, żeby ją z kimś wyswatać.), żeby przypadkiem nie stanąć twarzą w twarz z koniecznością wejścia z kimś choćby w zwykły flirt.

    Powódów do obżerania się mogłabym oczywiście tutaj wyliczyć jeszcze drugie i trzecie tyle, ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że za każdą tuszą coś się kryje, i nie chodzi mi o jamniczka. W zasadzie każda osoba gruba powinna poddać się terapii, która wykaże, dlaczego pani Malinowska waży dziewięćdziesiąt sześć kilo. W sumie ważyłaby może dziesięć mniej, ale jak dobiła do osiemdziesięciu pięciu, to stawy ją zaczęły boleć, kręgosłup strajkować, serce palpitować. Więc pani Malinowska mało się rusza, z domu wychodzi tylko do pracy, a i tak jedzie samochodem i windą. Wtedy te dodatkowe dziesięć kilo to już tylko kwestia czasu.

    Mieć pretensje do osób grubych, że są grube - to jak mieć pretensje do alkoholika, że alkoholikiem jest. Patrzenie na nie z pogardą, głupie komentarze (mnie na szczęście los ich raczej oszczędza), wyśmiewanie się - to kopanie leżącego. Ach, i zapomniałabym napisać o Ciociach Dobrych Radach, tych, co to z troską mówią, że Lusia zdecydowanie powinna schudnąć, i czemu masz taką smutną minę, Lusiu, kochanie, przecież ja to mówię dla twojego dobra.

    Kochane Ciocie DR - zapewniam Was, że Lusia doskonale wie, jak wygląda. Ma wszak w domu lustro, choć najczęściej stara się omijać je wzrokiem; poza tym świadomość, że jest gruba, siedzi Lusi pod skórą i towarzyszy jej w każdej minucie, w każdej sekundzie jej grubego życia. Nie trzeba jej o tym przypominać. I jeszcze jedno, wy nie wygłaszacie tych uwag dla dobra Lusi. Wy je wygłaszacie dla swojego własnego dobra, żeby się dowartościować, żeby poczuć jakie jesteście przyjazne, takie dobre, takie troskliwe, pochylające się w skupieniu nad Lusinym nieszczęściem... A czasami towarzyszy temu wewnętrzna satysfakcja, że to Lusia, a nie wy.

    Więc, szanowne ciocie, pingerowiczki, przechodnie na ulicy, małolaty na basenie czy zgorszone panienki w metrze - odpierdulta się od innych ludzi, zajmijcie się swoimi sprawami, swoimi sylwetkami, swoimi fałdkami, swoimi zwiędłymi lub nie szyjami, swoim promiennym blaskiem oraz swoim mężem. Lub żoną. A Lusią i panią Malinowską tylko wtedy, kiedy poproszą was o pomoc. Bo wiedzą na przykład, że wasza szwagierka jest doskonałym, cenionym dietetykiem. W innych przypadkach - morda w kubeł. Może być z Hot Wings.

    Ostatnio dorwałam bardzo fajną książkę o psychologicznych aspektach jedzenia - "Jedz to co kochasz, kochaj to co jesz". Bardzo mądrze napisana.

  2. #2
    Awatar Autkobu
    Autkobu jest nieaktywny Radny Dieta.pl
    Dołączył
    09-04-2004
    Mieszka w
    HELL
    Posty
    19,944
    Wpisy na blogu
    11

    Domyślnie Odp: Blogerka kontra "Gruba świnio, nie żryj tyle"

    Cytat Zamieszczone przez katkanna Zobacz posta
    Więc, szanowne ciocie, pingerowiczki, przechodnie na ulicy, małolaty na basenie czy zgorszone panienki w metrze - odpierdulta się od innych ludzi, zajmijcie się swoimi sprawami, swoimi sylwetkami, swoimi fałdkami, swoimi zwiędłymi lub nie szyjami, swoim promiennym blaskiem oraz swoim mężem. Lub żoną. A Lusią i panią Malinowską tylko wtedy, kiedy poproszą was o pomoc. Bo wiedzą na przykład, że wasza szwagierka jest doskonałym, cenionym dietetykiem. W innych przypadkach - morda w kubeł. Może być z Hot Wings.
    brawo!!!!!!!!!!!!!!!
    Bardzo mi się dobrze czytało cały tekst, pozdrawiam
    Czas wszystko zmienia. Tak mówią, ale to nieprawda. Konieczne są czyny. Gdy nic się nie robi, wszystko zostaje takie jak było.

    I just can't wait until tomorrow... because I get better-looking every day!
    Mój pamiętnik:Ogarniam jamę chłonącą i przełączam odkurzacz na niższe obroty!

  3. #3
    peszka jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    23-07-2008
    Mieszka w
    Garwolin
    Posty
    1,651

    Domyślnie Odp: Blogerka kontra "Gruba świnio, nie żryj tyle"

    A ja właśnie wolałabym, żeby ludzie mi mówili, że przytyłam, bo jak widzę moich znajomych (facetów), którzy zazwyczaj są chudzi, a im się przytyło, to nie ma problemu: "Chłopie, ale ci bęben wyrósł!". "No, muszę się trochę ruszyć." I ani się nie obrażają, ani nie idą w kącik popłakać.

    Kiedyś reagowałam obrazą, a wszelkie przytyki sprzed czasów mojej szczupłości pamiętam po dziś dzień. Odkompleksiłam się, poznałam siebie, poczułam się coś warta i nikt mnie czymś takim nie może urazić.
    Mnie wręcz denerwuje, że wszyscy udają, że nic nie widzą. Tak są wyszkoleni.

    Jeśli akceptujesz siebie, to stwierdzenie, że przytyłaś traktujesz normalnie, tak jak: "ale ci włosy urosły". Nie może to Cię zranić.

    A niestety, zauważyłam, że nawet lekarz nie może zwrócić uwagi. A to akurat jest już bzdurą - ma obowiązek powiedzieć: hola, hola, proszę pani, zaraz pójdą stawy, cukrzyca, inne choróbska! On mówi konkrety, a ona dostaje depresji.

    Wiele osób pozwala sobie na chamskie teksty - no ale cham, to cham. Będziesz szczupła, to i tak Ci dowali.

    Otyłość trzeba traktować jako chorobę. Przewlekłą. Cukrzyk powinien też być na diecie - w przeciwnym wypadku ponosi konsekwencje. Ilu ludzi ćwiczy POMIMO, choć jest im ciężej, niż nam? Alergicy nie mogą jeść wszystkiego.To nie tylko my jesteśmy tacy biedni, że nie możemy żyć "normalnie".
    Choroba, nie choroba - nikt nas nie wyleczy bez naszego udziału i chęci.

    Problem z brakiem akceptacji dla otyłych, wynika z ich braku akceptacji dla siebie. Boli Cię to, ciągle o tym myślisz, dowalasz sobie sama na każdym kroku, im więcej kilogramów, tym mniej wartościowa się czujesz. Wystarczy byle co ("no, widzę, że sobie pani podjadła"), żeby przechylić czarę goryczy.

    Ja bym wolała, żeby w sklepie nie było rozmiaru od 44 wzwyż. Wolałabym, żeby koleżanka mi zabrała te słodkości spod nosa. Mój facet codziennie mnie pyta, jak dieta, jak ćwiczenia - i to tak głupio ciągle mówić, że byle jak, że jeśli tylko on nie zrezygnuje, to ja na pewno w końcu się wezmę.

    Co do plakatu, ja bym tylko tę świnię wyrzuciła: Jem hamburgery, więc jestem gruby. Bo to jest po prostu pasza i od tego się tyje.
    "- Witam, ile pani waży? - Różnie..."lato 2005 - 103kg >>>---> lato 2006 - 67kg2006 - 2009 - w granicach 67/73, obecnie... 91!
    Peszki stękanie na odchudzanie
    Ćwiczysz? Dorzuć swoje pięć minut, a będzie Ci policzone

  4. #4
    Awatar Autkobu
    Autkobu jest nieaktywny Radny Dieta.pl
    Dołączył
    09-04-2004
    Mieszka w
    HELL
    Posty
    19,944
    Wpisy na blogu
    11

    Domyślnie Odp: Blogerka kontra "Gruba świnio, nie żryj tyle"

    Cytat Zamieszczone przez peszka Zobacz posta
    A ja właśnie wolałabym, żeby ludzie mi mówili, że przytyłam, bo jak widzę moich znajomych (facetów), którzy zazwyczaj są chudzi, a im się przytyło, to nie ma problemu: "Chłopie, ale ci bęben wyrósł!". "No, muszę się trochę ruszyć." I ani się nie obrażają, ani nie idą w kącik popłakać.

    Kiedyś reagowałam obrazą, a wszelkie przytyki sprzed czasów mojej szczupłości pamiętam po dziś dzień. Odkompleksiłam się, poznałam siebie, poczułam się coś warta i nikt mnie czymś takim nie może urazić.
    Mnie wręcz denerwuje, że wszyscy udają, że nic nie widzą. Tak są wyszkoleni.
    Ja nie z takich co się obrażą, tylko chodzi mi o wytykanie "przyjaznych" koleżanek, że chyba mi się powodzi, bo mi się przytyło i tak za 5 min, niech się kurde zajmą sobą, raz usłyszałam, przyjęłam i dobrze o tym wiem, dziękuję. ALbo o te chamskie komentarze, dlatego mi się spodobał tekst Katkanny, który powyżej zacytowałam, super jest!

    Cytat Zamieszczone przez peszka Zobacz posta
    Otyłość trzeba traktować jako chorobę. Przewlekłą. Cukrzyk powinien też być na diecie - w przeciwnym wypadku ponosi konsekwencje. Ilu ludzi ćwiczy POMIMO, choć jest im ciężej, niż nam? Alergicy nie mogą jeść wszystkiego.To nie tylko my jesteśmy tacy biedni, że nie możemy żyć "normalnie".
    Choroba, nie choroba - nikt nas nie wyleczy bez naszego udziału i chęci.
    otyłość z definicji jest chorobą wieloukładową, więc lekarz ma obowiązek zwrócić na to uwagę i tak coraz częściej robią i bardzo dobrze!
    Czas wszystko zmienia. Tak mówią, ale to nieprawda. Konieczne są czyny. Gdy nic się nie robi, wszystko zostaje takie jak było.

    I just can't wait until tomorrow... because I get better-looking every day!
    Mój pamiętnik:Ogarniam jamę chłonącą i przełączam odkurzacz na niższe obroty!

  5. #5
    Awatar krysial
    krysial jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    08-04-2004
    Mieszka w
    Głogów
    Posty
    715

    Domyślnie Odp: Blogerka kontra "Gruba świnio, nie żryj tyle"

    witam
    bo to jest sprawa psychiki ,pewnych zachowawczych odruchów wyniesionych z domu ,smaków smaczków nałogów -
    mamusinych obiadków .Czasami kompensowania uczuć wypartych stłumionych lub niewłasciwie ukierunkowanych.
    może to być podświadomy strach przed odrzuceniem.wyśmianiem ,samotnością.Dopuki osoba nie przyjrzy sie i otworzy sie sama przed soba to takie gnusnięcia trwa w nieskończonośc.
    grubas nie zrozumie pijaka czy hazardzisty lub odwrotnie.
    Z drugiej strony czy jest osoba bez nałogów czy uzaleznień????
    ja osobiscie bardzo w to wątpie .
    a tu abstra****ac od tematu ,coś dla studentów
    [link widoczny dla zalogowanych Użytkowników]

    ---------- Wiadomość dodana o 11:44 ---------- Poprzednia wiadomość dodana o 11:42 ----------


    abstra...ujac zakropkowano

  6. #6
    miss_scarlett jest nieaktywny Nowy na forum
    Dołączył
    02-11-2009
    Posty
    6

    Domyślnie Odp: Blogerka kontra "Gruba świnio, nie żryj tyle"

    A niestety, zauważyłam, że nawet lekarz nie może zwrócić uwagi. A to akurat jest już bzdurą - ma obowiązek powiedzieć: hola, hola, proszę pani, zaraz pójdą stawy, cukrzyca, inne choróbska! On mówi konkrety, a ona dostaje depresji.

    Lekarz faktycznie "ma prawo" zwrócić uwagę, poinformować o konsekwencjach, skierować na tym nawet polega jego zawód, fajnie jednak, gdyby przy tym zachował się fachowo i zamiast marudzić skierował delikwentkę chociażby do poradni leczenia otyłości, do endokrynologa lub na dodatkowe badania (tsh, ft4, ft3) .
    Nie widzę jednak powodu, żeby uszczęśliwiać kogoś na siłę i próbować go nawracać nawet na coś zdrowego:-) Przecież nie ma obowiązku "dążenia do ideału" w każdym aspekcie życia. Czy ja kogoś krzywdzę swoją nadwagą? Tzn. poza sobą samą bo mój chłop może w każdej chwili się ewakuować, jest wolnym człowiekiem:-) To powinna być moja decyzja czy chce się odchudzać czy nie... W natarczywym namawianiu kogoś na dietę czy to w sposób otwarty czy zakamuflowany widzę jednak zamach na jego wolność osobistą.
    Ja bym wolała, żeby w sklepie nie było rozmiaru od 44 wzwyż. Wolałabym, żeby koleżanka mi zabrała te słodkości spod nosa. Mój facet codziennie mnie pyta, jak dieta, jak ćwiczenia - i to tak głupio ciągle mówić, że byle jak, że jeśli tylko on nie zrezygnuje, to ja na pewno w końcu się wezmę.
    Ty byś wolała. Mnie podoba się ta wolność, że mogę sobie przytyć jak mi się podoba:-) Nie cierpię ograniczeń... Co do psiapsiułki to układ jest już zupełnie inny. Gdy wie, że jestem na diecie, że mi zależy to ma mnie odciągać od wrzucania w siebie wszystkiego co w łapy mi wchodzi. Jeśli jednak nie wykazuje zainteresowania dietą to powinna to uszanować, nawet jeśli jest fanatyczką dbania o zdrowie i urodę...
    Co do plakatu, ja bym tylko tę świnię wyrzuciła: Jem hamburgery, więc jestem gruby. Bo to jest po prostu pasza i od tego się tyje.[/QUOTE]
    Czyli robimy z ludzi idiotów:-)
    Myśle, że większość z nas wie od czego się tyje. Już nawet w szkole uczy się takich rzeczy. Ci zainteresowani tym co jedzą będą oczywiście tą wiedzę poszerzać. Nie sądzę jednak, żeby był na świecie człowiek, który myśli, że hamburgery są nietuczące:-) Widzę w tym jeszcze jedną szkodliwość dla społeczeństwa. Automatycznie przedstawia się osoby z nadwagą jako hamburgerożerców, śmieciojadów. A przecież tak być nie musi. Nie pamiętam kiedy jadłam hamburgera, jadam domowe jedzenie, ryby pełnoziarniste pieczywo i makarony, warzywa blablabla. Mój chłop jest szczuplutki, choć ma wiele niezdrowych nawyków żywieniowych a sporty uprawia mocno okazjonalnie, żeby nie powiedzieć wcale
    Milczy się natomiast na tematy chorób, które sprzyjają nadwadze. Chodzi mi tu głównie o niedoczynność tarczycy. Zresztą problem polega na tym, że znalezienie dobrego endokrynologa graniczy z cudem... Moja przyjaciółka (która zresztą zdrowo się odżywia, ćwiczy ale ma nadwagę) dopiero u piątego endokrynologa usłyszała, że ma niedoczynność... Pozostali uważali, że TSH 4.5 u 28 latki mieści się w normie:-) Niedoczynność oznacza gorsze przetwarzanie energii, człowiek nie ma sił (i dużo trudniej jest się zmobilizować do aktywności fizycznej), jest mu zimno (ciało gorzej się ogrzewa a zamiast tego energia z pożywienia idzie w tłuszczyk, wypadają włosy, woda zatrzymuje się w organizmie (możesz nie jeść i dalej tyć), ma gorszy nastrój a nawet depresje (którą wiele osób zajada)...
    Ja obstawiam, że większość kobiet z tego forum to ma ale żadnej nikt nawet o tym nie wspomniał, przecież wiadomo, że tyle się od hamburgerów:-)
    No i jeszcze jedno. Ludzie mobilizują się na różne sposoby. Ja nie potrafiłam złapać tej mobilizacji czując presje otoczenia. Dopiero odcięcie się od ludzi, którzy na różne sposoby próbowali mnie zmobilizować do odchudzania sprawiło, że złapałam ten wiatr w żagle i tym razem, pierwszy raz od roku, wiem, że wytrwam na diecie:-)

  7. #7
    Awatar suslak
    suslak jest nieaktywny Sławny na forum
    Dołączył
    14-12-2009
    Mieszka w
    Szczecin
    Posty
    12,748

    Domyślnie Odp: Blogerka kontra "Gruba świnio, nie żryj tyle"

    Cytat Zamieszczone przez miss_scarlett Zobacz posta
    Ja obstawiam, że większość kobiet z tego forum to ma ale żadnej nikt nawet o tym nie wspomniał, przecież wiadomo, że tyle się od hamburgerów:-)
    Tutaj się nie mogę zgodzić.
    Otyłość dzielimy na :
    1. Otyłość egzogenną (hiperfagiczną) - wywołaną nadmiernym poborem pokarmów
    2. Otyłość endogenną (metaboliczną) - wywołaną zaburzeniami metabolicznymi (uwarunkowanymi genetycznie lub nabytymi)

    Niestety, ale większość przypadków otyłości jest tym pierwszym typem - spowodowanym nadmiernym poborem pokarmów.
    Nie chodzi o ciągłe objadanie się hamburgerami a o ilość kalorii dostarczanych dziennie i ilości kalorii spalonych.
    Jeżeli dostarczy się dużo więcej kalorii niż organizm jest w stanie wykorzystać nawet pod postacią zdrowego jedzenia - odłoży się ona w postaci tłuszczu. To nie jest tak, że jak coś jest zdrowe to wyparowuje z naszego organizmu Jest trawione i metabolizowane jak i inne składniki.
    Oczywiście kaloria kalorii nierówna a pożywienie ma swoje specyficzno-dynamiczne działanie na organizm (spożywanie pokarmów powoduje zwiększenie tempa metabolizmu, niezależnie od procesów trawienia i wchłaniania. Jest to wynikiem zarówno bezpośredniego działania produktów trawienia jak i wydzielania hormonów w okresie poposiłkowym).

    Co do tego, że się "nie mówi" o innych przyczynach otyłości - nie zgadzam się. Jeżeli ktoś ma potrzebę zbadać sobie np. hormony tarczycy to na pewno będzie miał taką możliwość jeżeli porozmawia o tym z lekarzem. Chodzi w tym wszystkim o to żeby zwrócić uwagę na główny czynnik sprawczy otyłości - nadmierny pobór pokarmu.

    Co do lekarzy...lekarz też człowiek i są oni różni. Wiele zależy od tego na kogo się trafi. Ale skierowanie na badanie wypisze każdy, norma jest podana w wynikach więc każdy sam nawet może sobie sprawdzić
    To ja
    Łork in progress pliz łejt

  8. #8
    Awatar _dinka_
    _dinka_ jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    27-07-2009
    Mieszka w
    Wrocław
    Posty
    1,971

    Domyślnie Odp: Blogerka kontra "Gruba świnio, nie żryj tyle"

    Ja bym do otyłości czy nadwagi ideologii nie dokładała.

    Powinno się zwalczać wszelkimi sposobami narkomanie, alkoholizm, anoreksję, otyłość itp.

    Jak ktoś chce sobie być otyłym to niech będzie, ale niech później nie jęczy że tu go boli, tu lekarz, tu lek refundowany, tu jakaś operacja. Bo bycie otyłym to fundowanie sobie różnych schorzeń. Jak ktoś chce tak mieć to niech ma, ale ja za to płacić nie muszę.

    Dlatego na każdym kroku powinny być akcje uświadamiające i promujące. Oczywiście nie ośmieszające czy obrażające ale kwestia powinna być podnoszona.

    Ja wiem że pół życia zmarnowałam tymi durnymi kilogramami. Pamiętam że jeszcze mi pielęgniarka w podstawówce mówiła że schudnąć muszę.... ale później nie było pielęgniarek, wszyscy udawali że problemu nie ma więc i ja starałam się go jakoś umniejszać.

    no i teraz mam.... tyle lat męczenia się i wiecznego kombinowania jakby tu to ukryć.
    start: 14.11.2011 - FAIL!
    start II: 1.07.2013 - FAIL!!
    start III: 25.04.2014 .....

    https://forum.jestemfit.pl/xxl-2...czesc-1-a.html

  9. #9
    Awatar krysial
    krysial jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    08-04-2004
    Mieszka w
    Głogów
    Posty
    715

    Domyślnie Odp: Blogerka kontra "Gruba świnio, nie żryj tyle"

    witaj
    Bez ideologii nie da sie chyba
    Problem jest niestety ,tez kawał zycia walcze. Dawniej
    moja wiedza o problemie była karygodnie mała a wręcz znikoma .
    Teraz pomimo rozpowszechnionej LITERATURY na temat odzywiania
    mimo podania DIET na talerzu to-brak filtrów ,by przesiać,dopasować
    zrozumieć i zapewnić sobie komfort zestawu witamin ,minerałow
    zdrowej pełnowartościowej ekologicznej żywności.
    No a jeszcze trzeba zadbać o ruch , psyche ,rodzine ,porzadek ,
    estetyczny wizerunek ,rozwijac sie w ulubionej dziedzinie .
    Wszystko piękne i przekonujace zwłaszcza jak widze szczęściarzy ,
    którzy osiągneli piękne sylwetki i ciesza sie wspaniałym zdrowiem ,kondycją i sprawnością umysłową .
    Problem jest w szczegółach , genach , psychice. i WIEKU
    instynkty samozachowawcze zawodzą
    i wyskakuje poswawolić ,by znowu załapać moralniaka.
    Tak ,że kicha -wiedze niby mam ,dlaczego kapituluje -wiem
    znowu zaczynam od nowa- przechytrzyć nature.
    Od JUTRA .....ale nie od dziś.-kuffa
    Kazde zycie ma jakąś kiche

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •