Strona 1 z 31 1 2 3 11 ... OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 10 z 305
Like Tree2Lubią to

Wątek: Nie poddam się! Rozm.38 w końcu będzie mój!

  1. #1
    Awatar kochambartka
    kochambartka jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    03-01-2005
    Mieszka w
    Warszawa
    Posty
    449

    Domyślnie Nie poddam się! Rozm.38 w końcu będzie mój!

    Walczę, cały czas nieugięcie walczę od dobrych 2 miesięcy.

    Na razie nie było żadnego potknięcia, silna wola trzyma mnie w ryzach, a ciało nagradza co raz to większym spadkiem wagi.

    2 miesiące minęły i na wadzę jest magiczne 13 kg mniej! To dużo, ale w porównaniu z tym co mi zostało, jestem na początku mojej drogi o wymarzoną figurę.

    Potrzeba dużo cierpliwości i samozaparcia, kiedy staje się na wagę i wydaje się, że waga stoi w miejscu. Siły aby walczyć z pokusami. Cały proces odchudzania jest tak trudny psychicznie, że człowiek, który nigdy nie był gruby nie ma pojęcia, co mówi, rzucając w Twoją strone "to schudnij!".

    Chudnięcie to proces długotrwały, wykańczający, a jednocześnie bardzo dowartościowujący. Po pierwsze widzę, że daję radę, jestem silna. Każdy kilogram, który tracę zawdzięczam tylko i wyłącznie sobie. Każdy centymetr mniej jest moim zwycięstwem.

    Chciałabym powiedzieć, że panuję nad tym, że dzisiaj jest łatwo i zawsze tak będzie, ale to nie prawda.

    Trud, monotonia, wysiłek...to tylko kilka wyrazów, które idealnie pasują do rygorystycznej diety.

    Ale zachwyt, szczęście, podniesione poczucie własnej wartości...przecież te kilka miesięcy wyrzeczeń jest tego warte.
    Anais_ lubi to.

  2. #2
    kfiatushek09 jest nieaktywny Nowy na forum
    Dołączył
    10-06-2010
    Mieszka w
    Katowice
    Posty
    79

    Domyślnie Odp: Nie poddam się! Rozm.38 w końcu będzie mój!

    Nie mam pewności, czy zaglądniesz na wątek prze di po, a bardzo chcę byś przeczytała co mam Ci do powiedzenia

    a więc przyklejam i tu:

    O cholera jasna... "kochambartka" jak zobaczyłam Twoje zdjecia to sobie pomyślałam "kurcze to ja... kto dodał moje zdjęcia??? ale przecież ja nie mam takiej bluzki..." hahaha serio.. prawie identyczną mam figurę (a raczej jej brak) i chyba nawet aparat mamy ten sam..
    I niesamowicie mnie zmotywowałaś tymi zdjęciami..!

    Kochana różnica jest ogromna!!!! I MÓWIĘ CI TO JA.. miałam ten sam "problem" schudłam ze 110kg do 96.. ja widziałam niesamowitą różnicę.. na zdjęciach, po ubraniach, w lustrze.. a wszyscy dookoła kręcili nosem i coś tam przebąkiwali, że no.. coś tam niby widać, że niby wcięcie, że cośtam.. terefere... ***** widzieli! bardzo ciężko zobaczyć różnicę przy takiej wadze - to prawda... ale przede wszystkim nie jesteś już taka napompowana.. każda fałdka jest o kilka cm mniejsza.. biorąc pod uwagę ilość fałdek no to cm poleciało od cholery! i jak widać kg również.. oczywiście, że nie jesteś jeszcze miss świata, choć na 100% się tak właśnie czujesz (wiem bo ja też się tak wtedy czułam)... i błagam Cię nie łam się jeśli ktoś niedowierza, że zrzuciłaś aż tyle kg tylko walcz dalej! Ja psychicznie tego nie zniosłam, że tyle starania a nikt nie docenia i teraz muszę walczyć od nowa..


    NO.. a ja będę Cię odwiedzać jaknajczęściej Jeśi chcesz i możesz to wyśij mi na pw swój nr gg.. ja zaczęłam znów dietę, a od tygodnia chodzę na siłownię i fitness. Pozdrawiam! :*

  3. #3
    Awatar kochambartka
    kochambartka jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    03-01-2005
    Mieszka w
    Warszawa
    Posty
    449

    Domyślnie Odp: Nie poddam się! Rozm.38 w końcu będzie mój!

    Kfiatushku Serdecznie dziękuję Ci za to, co mi napisałaś. Niestety ja sama jak na siebie patrzę nie czuję wielkiej zmiany, nie czuję się też miss, inni też raczej jej nie dostrzegają. Ubrania już na mnie wiszę jak jakiś worek po ziemniakach, ale w ciuchy sprzed ciąży jeszcze się nie mieszczę.

    Powiem, że co więcej czasem odnoszę wrażenie, że jestem jeszcze grubsza niż byłam 2 miesiące temu, mam cały czas obawy, że jak coś zjem to od tego przytyję (mimo, że trzeba przecież jeść!). Mam wiecznie wyrzuty sumienia, że zjadłam śniadanie, że zjadłam obiad, co wiem, że jest głupotą - ale zaczynam sobie coś ubzdurać, że można w ogóle nie jeść?!-porażka, chyba niska kaloryczność na mózg mi się już rzuca... Katuje się od 2 miesięcy dietą 1000-1100kcal za 2 tygodnie chce wskoczyć na 1200, bo przecież na 1000 długo nie pociągnę i tu zaczynają się moje kolejne obawy czy mi tyłek od tego nie urośnie.

    Widzę, że cel mamy podobny, bo też chcesz ważyć ok.60kg, ja bardziej niż do wagi to chcę dojść do rozm.38 i czy to będzie 60 czy 67kg to wielkiej różnicy mi nie zrobi.

    Czeka Nas bardzo długa droga do tego celu, ale uwierz mi, że jeśli dotrwamy w naszych postanowieniach to za te 7-8msc będziemy z siebie dumne i wtedy już każdy bez wyjątku dostrzeże naszą przemianę. Czego z całego serca i Tobie i sobie i wszystkim innym, którzy walczą życzę.

    ---------- Wiadomość dodana o 10:34 ---------- Poprzednia wiadomość dodana o 10:27 ----------

    A teraz od siebie dla siebie:
    Dzisiaj mam beznadziejny dzień, taki od zupełnego niechcenia, nie mam ani nastroju na rozmowy, ani na jedzenie, generalnie nie chce mi się nic. I gdyby nie mój maluch to pewnie zamknęłabym się w pokoju, rozłożyła łóżko i przeleżała cały boży dzień przed telewizorem, raz go oglądając a po chwili śpiąc.

    Chyba moje baterie są na wyczerpaniu.

    Wstałam po 7, pół godziny spędziłam nad zlewem zmywając stertę wczorajszych garów po obiedzie i kolacji, i to chyba będzie na tyle z wysilania się w jakikolwiek sposób. Obiad jest wczorajszy, mdły, ohydny... kurczak z pieczarkami - ale przecież nisko kaloryczny!

    Generalnie by mi smakowało, ale ja lubię smaki. Ostatnio niestety moje kubki smakowe spłatały mi małego psikusa, bo wszystko jest tego smaku pozbawione...

    Może to jakiś kolejny etap diety, ewoluuję? Taa, napewno :/

  4. #4
    Awatar kochambartka
    kochambartka jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    03-01-2005
    Mieszka w
    Warszawa
    Posty
    449

    Domyślnie Odp: Nie poddam się! Rozm.38 w końcu będzie mój!

    Jeszcze tylko jakieś 9-10kg i wejdę wg BMI w nadwagę Damy radę.

    Wczoraj dowiedziałam się, że będę mieć własnego trenera i indywidualny program ćwiczeń...fajnie.

    We wtorek sesja zdjęciowa, kolejne zabiegi...cała akcja jeszcze ma potrwać jakieś 2 miesiące.

    Ciekawe jakie będą efekty...pierwsze 2 miesiące samej diety bez żadnych ćwiczeń przyniosły 13-14kg spadku wagi. Czyli jak wejdą w to ćwiczenia i zabiegi ultradźwiękami to powinna być znaczna poprawa i to nie na wadzę, bo rozbudowa mięśni może przyczynić się do wzrostu wagi, ewentualnie stanięciu jej w miejscu. Jednak wizualnie powinna robić się atrakcyjniejsza.

    Chyba będę musiała wybrać się na zakupy po jakieś biustonosze, biust mam mniejszy przynajmniej o 2 pełne rozmiary. I pod biustem też 95 na 90 wskoczyłam.

    Spodnie wiszą jak na wieszaku, ale poczekam jeszcze z 2, 3 tygodnie, może zmieszcze się w jakieś ciuchy sprzed ciąży?

    Dzisiaj smacznie zaczęłam dzień: troche tuńczyka w sosie własnym, do tego chlebek razowy ze śliwką i białym serem.

    Zapomniałam łyknąć witaminek...a przy tak ubogiej diecie to jest mój niezbędnik, bez nich chyba padłabym po pierwszym tygodniu od niedoborów. A tak to niczego mi nie brakuje

  5. #5
    Awatar kochambartka
    kochambartka jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    03-01-2005
    Mieszka w
    Warszawa
    Posty
    449

    Domyślnie Odp: Nie poddam się! Rozm.38 w końcu będzie mój!

    Dzisiaj uśmiechnę się sama do siebie. Powiem sobie "Dobra robota! Oby tak dalej"

    Każdy dzień zbliża mnie do sukcesu, do osiągnięcia celu, do zrealizowania jednego z tysięcy marzeń.

    Święta, przetrwam je dzielnie, mam już plan tego co zjem. Ułożony tak żeby nie przekroczyć 1500kcal. Czyli i tak o połowę więcej niż co dzień. Wszystkiego po trochu spróbuję, zjem nawet kawałek karpatki własnoręcznie zrobionej Na pewno nie zaszkodzi w niewielkiej ilości.

    Nastawienie bardzo pozytywne to klucz do sukcesu. Dni, kiedy dopadają mnie moje słabości są dniami, których obawiam się najbardziej. Dobrze, że niewiele mam takich.

    Jestem jakoś dziwnie nastrojona, dzisiaj czuje się bardzo emocjonalnie, dopadła mnie moja wewnętrzna wrażliwość. Wyciszenie, moje ciało i psychika odpoczywa.

    Od rana sprzątam i czuje się tak dobrze...? Chyba będę częściej sprzątać

    Wesołych Świąt

  6. #6
    Awatar kochambartka
    kochambartka jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    03-01-2005
    Mieszka w
    Warszawa
    Posty
    449

    Domyślnie Odp: Nie poddam się! Rozm.38 w końcu będzie mój!

    Święta, święta i po świętach...

    Niestety nagrzeszyłam i to całkiem dużo dzienna dawka była mocno ponad 2000kcal, jeżeli nawet nie ponad 2500... powrót do normalności jest bardzo ciężki, dzisiaj było już tylko 1400kcal a od jutra znowu tylko 1100...

    Jadłam wszystko, po prostu wszystko. I teraz mam co chciałam, chodzę cały czas głodna, żołądek tak mi się rozciągnął, że chce mi się jeść.

    Muszę dużo wychodzić na dwór, wtedy nie będę miała możliwości jedzenia nadprogramowych porcji. Może pójdę nad zalew z synkiem i jakąś książkę poczytam? Nie wiem, ale muszę znaleźć złoty środek, bo od ilości spożytych w święta cukrów łapią mnie teraz takie napady głodu, że ledwo trzymam ręce z dala od lodówki, a lodówka nadal pełna świątecznych łakoci...

    Muszę się czymś zająć, bo jak będę siedzieć w domu na tyłku, to jedzenie samo mi będzie w ręce wpadać.

    Popracuję trochę, powystawiam na allegro, dłuższe spacery, z młodym na plac zabaw. Potrzebne mi 3, no może 4 dni żeby dojść do siebie. To będą bardzo długie 4 dni.....

    ---------- Wiadomość dodana 28-04-2011 o 19:07 ---------- Poprzednia wiadomość dodana 27-04-2011 o 21:17 ----------

    No i chyba dzisiaj zażegnałam kryzys poświąteczny

    Na razie uzbierałam niecałe 900kcal a czeka mnie już tylko kolacja, jogurt z otrębami i suszonym jabłkiem, czyli akurat niecałe 200kcal Mam moje 1100!

    I poszło mi to całkiem sprawnie.

    Dziś na obiad zjadłam pyszne naleśniki z mąki razowej z farszem z białego sera i banana. Pycha!

    Byłam na poczcie, wysłałam kilka paczek, popracowałam ze 3 godzinki przed komputerem i wybrałam się na 2 godzinny spacer

    Dzień bardzo pozytywny, dietetyczny i radosny.

    A jutro wyprawa do wielkiego miasta na ultradźwięki... kolejne siniaki na udach...chyba padnę.

  7. #7
    Awatar kochambartka
    kochambartka jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    03-01-2005
    Mieszka w
    Warszawa
    Posty
    449

    Domyślnie :)

    Dalej dajemy radę. Już całkowita normalizacja poświąteczna, dalej liczymy kalorie.

    W środę czeka mnie pierwszy trening indywidualny, boje się, moja kondycja...a raczej brak mojej kondycji :/

    Mam sporo obaw, że nie dam rady, że szybko wymięknę, że wcale nie jestem taka silna jak przypuszczałam. Cóż...w środę wszystko się wyjaśni, ile warta jest moja motywacja...

    Dzień zaczął się od śniadania:

    standard- 1 Kromka pieczywa razowego ze śliwką 50g - 116,5kcal
    do tego 40g serka kremowego ze szczypiorkiem - 100kcal
    3 plasterki szynki z indyka każdy 10g - 30 kcal
    =
    246,5kcal

    Drugiego śniadania:
    150g serka wiejskiego 150kcal + 10g kandyzowanego mango ok.36kcal = 186kcal

    Na obiad planowany naleśnik z mąki razowej 60g, czyli jakieś 120kcal
    z piersią z indyka duszoną w przyprawach 100g, ok.120kcal
    sałatką szwedzką (marchewka, ogórek, cebula) 100g, ok.27kcal
    do tego sos jogurtowy (czyli jogurt naturalny z czosnkiem) 25ml, ok.20kcal
    =287kcal

    Podwieczorek
    kisiel owocowy 180ml, ok.110kcal

    Kolacja
    ser biały chudy 100g, 98kcal
    pomidor cały 150g, 25kcal
    świeża bazylia, pieprz
    =
    125kcal

    Wychodzi coś ok.954 kcal

    Zastaje więc jeszcze miejsce na urozmaicenie obiadu do naleśnika o wadze do 80g lub wypici szklanki jakiegoś dobrego soku przecierowego
    Ostatnio edytowane przez kochambartka ; 01-05-2011 o 12:50

  8. #8
    Awatar kochambartka
    kochambartka jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    03-01-2005
    Mieszka w
    Warszawa
    Posty
    449

    Domyślnie Odp: Nie poddam się! Rozm.38 w końcu będzie mój!

    Dzisiaj pozwoliłam sobie na mały grzech....

    dekoracja śmietankowa w sprayu Prawie jak bita śmietana, tyle, że 230 kcal/100g

    Zeżarłam tego 100ml i czułam przez dłuższy moment wielką euforię. która wyparowała wraz z przybyciem wielkiego bólu brzucha po tymże deserze ;] Za tłuste...20% tł. to bardzo dużo.
    Pochłonęłam tłuszczu chyba za 2 dni na zapas

    Dzisiaj otrzymałam plan diety na najbliższe 2 tygodnie, który wdrożę w życie w piątek lub sobotę, bo muszę zaopatrzyć się w składniki do tych dań. Każdy dzień to ok.1200kcal, nie wiem czy dla mnie nie za dużo. W skład moich obiadów wchodzą ryż brązowy, makaron sojowy...ja tego raczej jeść nie chcę. Tym bardziej, że podwieczorki i kolacje czyli 2 ostatnie posiłki łącznie nie przekraczają 200 kcal, na podwieczorek mam zwykle albo mały kefir, albo grejpfruta lub pomarańcze. A na kolację serek wiejski light + szczypiorek lub pomidor.

    Obiady są za to gigantyczne, bo 100g kurczaka, 150-200g warzyw i do tego jeszcze ryż lub makaron...to jest dużo za dużo.

    Sama nie wiem, średnio podoba mi się ten jadłospis...

  9. #9
    Awatar kochambartka
    kochambartka jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    03-01-2005
    Mieszka w
    Warszawa
    Posty
    449

    Domyślnie Odp: Nie poddam się! Rozm.38 w końcu będzie mój!

    Co do poprzedniej wypowiedzi....zapomniałam dodać, że bita śmietana spożywana przeze mnie raz na jakiś czas działa na mnie silnie przeczyszczającą... Dzięki temu bardzo mi ulżyło...heh

    Dni mijają bez większych problemów, kalorii już nie muszę aż tak dokładnie liczyć, bo nauczyłam się jeść "na oko" tak, że do 1200kcal max. dobijam, ale nie schodzę już w ogóle poniżej 1000. Generalnie pilnuje się żeby w żadną stronę nie przesadzać.

    Zaczynam mieć licznik w oczach i kaloryczny i wagowy. Trochę to męczące, że zamiast jedzenia widzę we wszystkim kalorie. Zabiera mi to po części przyjemność z samego jedzenia. Jednak najważniejsze dla mnie na chwilę obecną to dobić do tych 60-paru kilo.

    Ja już nawet nie pamiętam kiedy ważyłam 60 kilka kilogramów.

    A te kilkanaście miesięcy wyrzeczeń...to wszystko wiem, że jest tego warte.

    I wiem doskonale, że odchudzanie to zmiana sposobu odżywiania, ale prawda jest taka, że teraz jestem na totalnym deficycie a jak osiągnę oczekiwany efekt, to z deficytu powoli będę piąć się do normy kalorycznej, czyli pewnie jakieś w moim przypadku 1800-1900 kcal, co wiąże się z tym, że będę mogła sobie częściej pozwolić na rzeczy, które na chwilę obecną nazywam "grzechami"-czyli czymś czego absolutnie jeść nie mogę, bo spowalnia cały proces diety.

    Jednak nie ma co się oszukiwać... sama sobie naważyłam tego piwa/kilogramów, to sama je wypije/schudnę.

    Zastanawia mnie też jedna rzecz...mianowicie krążący wszem i wobec stereotyp grubej osoby. Ktoś z nadwagą albo otyły wg naszego społeczeństwa jest osobą, która siedzi przed TV lub komputerem i opycha się McDonaldem albo innym świństwem.
    Nic bardziej mylnego...tycie tak jak chudnięcie jest procesem długotrwałym i o dziwo (!) żmudnym. Teraz jak patrzę wstecz to widzę ile drobnych błędów żywieniowych robiłam, które doprowadziły mnie do obecnego stanu. Nie jadłam śniadań nigdy!!! Jadłam złej jakości jedzenie (nie mylić z fastfoodami), jadłam rzeczy mocno przetworzone, warzywa mocno rozgotowane, pieczywo-tylko kajzerki, dużo serów żółtych, topionych. I tak przez kilka lat dorobiłam się takiej a nie innej wagi, mimo że uprawiałam sport, bardzo dużo się ruszałam. Kolejnym błędem a w tym wypadku gwoździem do trumny był moment odstawienia syna od piersi. Moje dziecko jest alergikiem, więc karmiąc piersią przez prawie 9 miesięcy nie mogłam jeść praktycznie nic, cytrusów, truskawek, pomidorów, prawie żadnego mięsa, czekolady, kakao, mleko i jego przetworów...mogłabym jeszcze długo wymieniać. Nie trudno zgadywać, że po zakończeniu laktacji rzuciłam się na dosłownie wszystko...i nie byłoby nic w tym złego gdyby nie fakt tego, że nie uwzględniłam w tym wszystkim, że już nie karmię, więc automatycznie moje zapotrzebowanie energetyczne drastycznie poszło w dół...W miesiąc przytyłam ok.6-7kg!

    Więc drodzy szczupli bądź mniej szczupli, obalam mit spaślaka siedzącego całe dnie na kanapie, zajadającego bigmaca i sączącego shake...

    Co więcej często tak wolno się tyje, że nawet nie ma się możliwości tego dostrzec.

  10. #10
    Awatar TruskawkowaMaja
    TruskawkowaMaja jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    28-07-2010
    Posty
    478

    Domyślnie Odp: Nie poddam się! Rozm.38 w końcu będzie mój!

    Hej ;*

    Podziwiam się ile masz w sobie determinacji i siły. Też bym tyle chciała.
    Myślę, że powoli zaczynasz trochę przesadzać z dietą i kaloriami. 1200 kcal dla Ciebie wcale nie będzie za dużo i nie przejmuj się, że przytyjesz. Dla mnie 1000 kcal to o wiele za mało.

    P.S. Zazdroszczę trenera
    Podejście number 2 - nowy wątek

    I can do it! - stary wątek


Strona 1 z 31 1 2 3 11 ... OstatniOstatni

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •