Strona 88 z 109 PierwszyPierwszy ... 38 78 86 87 88 89 90 98 ... OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 871 do 880 z 1081
Like Tree254Lubią to

Wątek: Dziewczyny na endorfinach czyli Maratonki i Spółka

  1. #871
    Awatar tardiska
    tardiska jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    10-03-2011
    Mieszka w
    wrocław
    Posty
    2,475
    Wpisy na blogu
    84

    Domyślnie Odp: Dziewczyny na endorfinach czyli Maratonki i Spółka

    Prywata pierw.

    Wstałam dziś z łóżka. Nie mam oczywiście zakwasów. Ale.
    Wiecie co mnie boli najbardziej? Nie mięśnie (odrobinę może. Zmęczeniowo), ale to coś co trzyma mięśnie przy kościach.
    Bolą mnie wszystkie przyczepy w całym ciele. Najgorsze jest to, że za bardzo nie wiem jak to rozmasować. Kiedy próbuję naciągnąć to mięsień się spokojnie naciąga i jest ok. Ale nie mogę dotrzeć do tych przyczepów tudzież mięśni głębokich.
    Najgorzej dostały mięśnie i przyczepy na plecach. Dół całkiem nieźle się ma, ale to co się dzieje obecnie między moimi łopatkami...!

    I chyba coś mi na głowę siadło. Wstaję rano, chcę włączyć komórkę, a tu zonk! Nie pamiętam pinu!!! Czujecie? Co rano wklepuje pin. A tu, zapomniałam!!! Dwie próby nieudane. Kurde!!! Dawaj szukać gdzie mam zapisany. Kosmos! nie mogłam sobie przypomnieć! Mało tego, jak zobaczyłam jak wygląda mój pin, nie mogłam w ogóle sobie przypomnieć tego, że on tak wygląda! Miałam zupełnie inne skojarzenia! Owszem, dwie pierwsze cyfry pamiętałam, ale dwie kolejne? Miałam wrażenie, że są z kosmosu! Jakby ktoś wykasował mi ścieżkę pamięciową do tych dwóch cyfr. Musiałam się ich uczyć od nowa!
    Noży dziś szukałam w szufladzie z pojemnikami plastikowymi...
    Ja mam nadzieję, że z moim mózgiem wszystko ok.
    W sumie, to nie robiłam badań neurologicznych... Może powinnam?
    Nieee, bez przesady.
    To się nazywa "dzień konia".
    Może dziś odpocznę trochę?

    Najgorsze jest to, że mam w sobie tyle energii, że nie mogę się zatrzymać!
    Wczoraj po deep work (po 19:00) upiekłam ciasto, pozmywałam naczynia (duuużo naczyń), umyłam podłogi, blaty, kuchenkę. Miałam jeszcze umyć łazienkę, ale G już błagał abym poszła spać. Źle obliczyłam pracę pralki i pranie skończyło się dopiero o 23:10... Sąsiedzi mnie pewnie nienawidzą. Strasznie przepraszam. Nie było to w moim planie. Pralka miała skończyć swą pracę o 21:30. Ale coś mi się program nie ten wstawił Nie mogłam usnąć. W głowie trwał natłok myśli niepoukładanych.

    Czy ja jeszcze jestem normalna?

    Dziś, choć jestem obolała, mam zrobić interwały. Gdyby któraś z was powiedziała mi o tym pomyśle i jeszcze o tym, że w niedzielę zawody to leciałabym z patelnią i waliła po głowie aż głupie pomysły z niej wylecą. I wiem o tym, że w moim obecnym stanie to zły pomysł. Moje mięśnie są obolałe. Ale głowa zaczyna kombinować. Bo nogi, choć nie wypoczęte, ale nie są w złym stanie. A to tylko 10km + rymy 5x100 na 100m. A plecy dziś nasmaruję, G wymasuje i będzie ok.
    Przypomnijcie mi proszę, jeden dzień (sobota) to za mało na wypoczynek przed zawodami, prawda? 2 dni to takie optymalne coś, prawda?

    To wszystko przez to, że energia mnie normalnie roznosi. Nie wiem co mam z nią zrobić. A z drugiej strony jeszcze, mało biegam ostatnio. Nie podoba mi się to.

    Muszę się zastanowić.


    Skuteczność miarą prawdy

  2. #872
    Awatar tardiska
    tardiska jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    10-03-2011
    Mieszka w
    wrocław
    Posty
    2,475
    Wpisy na blogu
    84

    Domyślnie Odp: Dziewczyny na endorfinach czyli Maratonki i Spółka

    Cytat Zamieszczone przez gruszka21 Zobacz posta
    ) tak, chciałabym zrzucić, choć nie jestem już na etapie ciśnienia. Myślę, że tak, nauczyłam się zadowolenia z siebie. Ale wiadomo, że jak się w coś nie mieszcze to się wkurzam.
    W takich chwilach myślę, że najważniejsza rzecz została zrobiona. W głowie zostało poukładane. Bez zadowolenia z siebie, nie ważne na jakim etapie, nie da się zrobić nic permanentnie. Bo to nie chodzi o to, aby zaakceptować arbuza pod brodą. Aby go pokochać. Chodzi o to, aby pokochać swoje ciało. Nie jesteśmy tym nadmiarowym tłuszczykiem (nie mówię o warstwie tłuszczyku, który jest naszym przyjacielem). Jesteśmy w naszym ciele. I chodzi o pokochanie i zaakceptowanie ciała. Tego, że jest się w ciele, tego, że ono jest nasze, jest kochane i właśnie dlatego, że mamy do naszego ciała ogrom szacunku i miłości staramy się pozbyć nadmiaru, który nie jest nam potrzebny.
    W zdaniu, żeby zaakceptować nasze ciała, które już teraz są piękne, nie chodzi o to, aby spojrzeć na oponkę (mówię o sobie, każda z nas ma swoje miejsce do posprzątania), i powiedzieć, że jest się piękną. Jak ja widzę, że arbuz stoi pod brodą, spódnica się nie dopina, to jak mam powiedzieć, że jestem piękna? No jak?! Moje ciało jest piękne, tylko schowało się na chwilę pod tym arbuzkiem. Kocham moje ciało, dlatego właśnie, dla niego, pozbędę się arbuzka w zdrowy dla mojego ciała sposób.
    To jest miłość i akceptacja ciała.

    Kiedyś jeden koleś na zajęciach, grubasek, opowiadał o zaakceptowaniu ciała. No pięknie mówił, ale nie wytrzymałam, bo miałam w głowie obraz mojego kolegi, który tak bardzo akceptował swoje ciało, że nie przeszkadzało mu to, że żre jak prosię, jego ciało jest duże i nawala mu stopa, bo ma problem w niesieniu tego ciężaru. No ale on przecież akceptuje i kocha swoje ciało.
    No nie wytrzymałam.
    I mówię na tych zajęciach, że akceptacja to jedno, ale jeśli ciężko nam się poruszać to trzeba się ruszyć sprzed telewizora i zrzucić balast, bo otyłość jest szkodliwa dla naszego zdrowia.
    No, koleś przyznał mi rację. Stwierdził, że jak któregoś dnia z ledwością dobiegł do autobusu i miał zadychę wielką, to postanowił coś z tym zrobić i schudł. Ale nie rozwinął tematu. Nie naprostował o co w tym chodzi. I w głowach ludzi tworzył się fałszywy obraz akceptacji ciała.

    Akceptujemy ciało. Zdrowe i piękne. Pamiętając, że każda ma inne ciało i inny optymalny wygląd. Nie każda będzie wyglądała jak z okładki (choć może, ale nie musi), ale może wyglądać tak, aby być zadowoloną z siebie. Niech to będzie zdrowe ciało. Piękno pochodzi z wnętrza.

    Farmazony opowiadam? A wcale nie!
    Widziałam kobietę tańczącą taniec brzucha. Żadna z nas nie ma tak dużego rozmiaru jak ona. Ale wiecie co? Wyglądała pięknie. Czuła się piękna i emanowała tym pięknem z wnętrza! I to było widać!

    Widziałam też dziewczynę na zdjęciach. Szczupła, ładna, młoda. Emanowała brzydotą i niechlujstwem. Bylejakością. To byłam ja. Ja, mająca 24 lata. I co z tego, że ciało miałam WOW! Skoro w mojej głowie byłam grubaskiem. I inni widzieli we mnie to czym emanowałam.
    A teraz? Teraz tu mi wypłynie czasem coś, tu coś innego wystaje, ale ostatnio wujek powiedział mi, że coraz bardziej mu się podobam, że super wyglądam. A ja, w mojej pomarańczowej sukience w serduszka i kółeczka, czułam się kobieco i pięknie.

    Wiecie, to dzięki wam nauczyłam się tej akceptacji do ciała. To dzięki wam, przestałam uciekać od świadomości tego, że mam ciało. To dzięki wam i bieganiu. To dzięki naszym akcjom piękna jakie miałyśmy na forum. Mówiłyśmy dużo o ciele, o dbaniu o nie, o odkrywaniu nowych maseczek, balsamów. Czytanie o tym jak jakiś produkt zadziałał na wasze ciała, dawał mi sygnał do tego, abym i ja skupiła się na moim ciele i tego co ono lubi.
    TO jest miłość i szacunek do ciała.

    Chodzi u nas na siłkę dziewczyna zdaje się, że z Ukrainy. Ma męża z Polski i dziecko. Fajna babka. Duża. Ma szerokie bardzo ramiona. W pasie nie wiem, bo obecnie tam jest tłuszczyku trochę i nie widać talii. Ale wydaje mi się, że ma wąskie biodra. Czyli kształt trójkąta.
    I ona nie wstydzi się przebierać w szatni. Nic a nic. Widać, że dba o ciało, choć nie koniecznie o to co wsadza do ust ALE. To jak porusza się na zumbie!!! Ona mówi, że przychodzi sobie potańczyć, bo nie ma czasu na wyjścia z mężem. I na zumbie rusza się bosko! Nie widać wtedy tego, że tu jej wystaje, tam wycieka. Widać szczęśliwą kobietę, która doskonale czuje się w ciele i porusza się z gracją!

    Czy ktoś mógłby mnie wygonić z forum?
    Idę. Do widzenia :*
    katty1512 and Dream_catcher like this.


    Skuteczność miarą prawdy

  3. #873
    Awatar tardiska
    tardiska jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    10-03-2011
    Mieszka w
    wrocław
    Posty
    2,475
    Wpisy na blogu
    84

    Domyślnie Odp: Dziewczyny na endorfinach czyli Maratonki i Spółka

    Cytat Zamieszczone przez Yoginka77 Zobacz posta
    Cyborg poddał się zmęczeniu i jest w stanie wykrzesać z siebie jakieś marne wygibasy nie częściej niż co drugi dzień. Gdzie mi tam do dawnej aktywności! Ale lepiej tak niż się codziennie zjeżdżać.
    Ale ja się nie zgadzam.
    Nie zgadzam i już!
    Nie podoba mi się!
    Wyrzucam przez balkon!
    A jak mnie walniesz patelnią to się będę śmiała!
    HA HA HA !

    (tęsknimy za Juniorem i jego nowymi powiedzonkami!!!!)

    Był moment, gdzie troszkę nie po drodze było mi z ruchem. Ostatnio. Miesiąc temu? Dwa?
    Nie dość, że czułam się jak staruszka, to jeszcze sił na nic nie było. I było coraz gorzej!!!
    Przesilenie? Taki czas? Smutek? L e n i s t w o?
    Do tego permanentny stan podgorączkowy!

    NIE!
    Nie zgodziłam się na to.
    Im mniej się ruszałam, tym było gorzej. Im było gorzej, tym mniej się ruszałam.
    A arbuzik rósł!

    Postanowiłam.
    Obiecałam.
    Zrobiłam.

    Po trochu, ale codziennie.
    Bez szaleństw.
    Jak było intensywniej to wtedy co drugi dzień.

    I udało mi się.
    Wyszłam z tego.
    Biegałam z gorączką, chodziłam na jogę z gorączką. Kładłam się spać około 16-17:00 na drzemkę, bo gorączka wtedy rosła. Po czym wstawałam, wypijałam kawę, zjadałam kulkę mocy i szłam biegać. No, chyba że gorączka mnie zwalała z nóg, (nie była duża!!! Po prostu trwała zbyt długo, czyt.: kolejny dzień).

    czy były dni poddania się? Pewnie!
    Któregoś dnia, przygotowałam się, by pójść na jogę rano. I nie poszłam. Dlaczego? Nie wiem. Nie poszłam.
    W zamian poszłam biegać wieczorem.
    Te wszystkie u mnie wieczorne wybiegania ostatnio to nie dlatego, że nie miałam czasu wcześniej. Ale dlatego, że mi się nie chciało i odkładałam mając nadzieję, że znowu odpuszczę. Po czym, wieczorem przychodziło poczucie winy. Więc zakładałam buty i szłam biegać.

    Wiedziałam, że gorączka i tak nie minie. Wiedziałam, że katar i tak będzie mnie dręczył.
    Wiedziałam, że jeśli nie wyjdę to złamię obiecanie sobie powrotu do ruchu. Wielokrotnie łamałam tą obietnicę. Ale w głowie było "Idź się poruszaj. Obiecałaś. Sobie."
    czasami tak bardzo nie byłam w stanie iść i zrobić porządne wybieganie, że brałam chociaż rower. Taką namiastkę. Małą. Ruch. Musiałam się rozruszać.

    Od pobytu w górach gorączki nie ma. A energia wylewa mi się uszami. Ciało wróciło do normy. Teraz, jeśli boli, to z powodu nadmiaru

    I ja wiem, że Moni masz dodatkowy czynnik jakim jest Junior. Wiem. Ale nie zgadzam się, abyś się poddawała. A tak to wygląda. Nie teraz. Nie teraz, gdy masz pracę. Twoją radość.
    A może zacznij jeździć na rowerze do pracy?

    Nagadałam się i chyba jednak dziś odpocznę. I jutro. A w niedzielę popędzę I wygram skarpetki kolarskie dla G (musiałam go jakoś przekonać do jechania ze mną )


    Skuteczność miarą prawdy

  4. #874
    Awatar Yoginka77
    Yoginka77 jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    30-10-2010
    Mieszka w
    Bydgoszcz
    Posty
    5,923
    Wpisy na blogu
    43

    Domyślnie Odp: Dziewczyny na endorfinach czyli Maratonki i Spółka

    Nie do końca rozumiem na co się nie zgadzasz Kasiu ale chyba mnie źle zrozumiałaś. Nie chodzi o to, że się poddaję czy rezygnuję. Mówię tylko o tym, że wracam do domu tak zmęczona, mimo że praca nie jest fizyczna, że po prostu oczy same mi się zamykają. Nie jestem w stanie ćwiczyć codziennie bo nie wyrabiam fizycznie. Mogłabym się zmusić, tak, ale jaki to ma sens kiedy po 10 minutach kręci mi się w głowie albo ze zmęczenia robi mi się niedobrze a serce o mało mi uszami nie wyskoczy. Dlatego wolę np ćwiczyć co drugi dzień a pozostały czas się regenerować i nabierać sił. Bo wtedy będę mogła dać z siebie więcej lub nadgonić w weekend.
    W tygodniu po pracy muszę się po prostu przespać żeby potem podołać najzwyklejszym obowiązkom jak Junior, sprzątanie czy naszykowanie obiadu na dzień następny.
    Jak starcza czasu i sił to trzaskam siłówkę albo pilates, który w rzeczywistości nie jest pilatesem tylko połączeniem ćwiczeń core z cardio (taka przeplatanka na zasadzie interwałowej - trochę poskaczę i trochę statycznie pomacham kończynami). Albo robię trening z tvn meteo, tylko ostatnio zmienili mi godzinę na bardzo niekorzystną (zazwyczaj jeszcze jadę tramwajem jak się zaczyna) i doopa.
    Kiedyś poszłam biegać zaraz po pracy bo potem J. miał iść na swój trening więc musiałam się wyrobić w czasie. I to był beznadziejny bieg. Ja po prostu nie miałam siły nogami przebierać.
    A rower... tak, będę jeździła do pracy tylko przez ostatni tydzień mamy codziennie ulewy i burze i trochę mnie to zniechęca. Więc póki co mam bilet sieciowy i korzystam (do 17 maja) bo mogę przynajmniej poczytać książkę przez te 15 minut.
    No niestey, nie mam pojęcia jak ja to robiłam w zeszłym roku, że miałam siłe na wszystko. Może to stres. No i teraz mam w pracy zdecydowanie więcej obowiązków i odpowiedzialności niż jako stażystka ;D Ale tak, kocham tą robotę. Przychodzę do pracy pół godziny wcześniej żebyśmy mogły nadgonić z koleżanką zaległości.
    Tak więc dzień raczej napięty. Pobudka 5:30, wyjście z domu 6:20, wyjście z pracy 15:30, zanim dojadę z powrotem jest 16-16:30.
    I najczęsciej choć staram się ogarnąc wszystko szybko, chodzę spać po 23. :/ Deficyt snu mnie zabija. To najgorsze co może być.
    Ostatnio edytowane przez Yoginka77 ; 09-05-2015 o 12:00

    Sierpniowe bieganie i nie tylko
    Be water, my friend! - Bruce Lee

  5. #875
    cattibrie jest nieaktywny Sławny na forum
    Dołączył
    04-06-2006
    Posty
    20,131

    Domyślnie Odp: Dziewczyny na endorfinach czyli Maratonki i Spółka

    Cytat Zamieszczone przez Yoginka77 Zobacz posta
    Tak więc dzień raczej napięty. Pobudka 5:30, wyjście z domu 6:20, wyjście z pracy 15:30, zanim dojadę z powrotem jest 16-16:30.
    I najczęsciej choć staram się ogarnąc wszystko szybko, chodzę spać po 23. :/ Deficyt snu mnie zabija. To najgorsze co może być.
    no to witaj w klubie u mnie co dziennie dokładnie tak samo

    biegac poszłam kiedys prosto po pracy, ale na głodnego to tak średnio

  6. #876
    Awatar gruszka21
    gruszka21 jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    14-09-2008
    Mieszka w
    Kraków
    Posty
    1,056

    Domyślnie Odp: Dziewczyny na endorfinach czyli Maratonki i Spółka

    No właśnie, a ja się zgadzam szczerze mówiąc. Uważam, że jak organizm odmawia Moni posłuszeństwa to trzeba go wysłuchać. Wiem co czuje.

    Są na świecie i takie cuda, że jeśli jest naprawdę przemeczona to jak TROCHE odpuści, to właśnie waga drgnie!:-)

  7. #877
    Awatar tardiska
    tardiska jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    10-03-2011
    Mieszka w
    wrocław
    Posty
    2,475
    Wpisy na blogu
    84

    Domyślnie Odp: Dziewczyny na endorfinach czyli Maratonki i Spółka

    Moni bo ja się martwię!
    Bo twój przydomek cyborga nie wziął się znikąd!
    Byłaś nie do zajechania!

    I ja się martwię o ciebie!
    Dlatego tyle piszę.
    Tak, boję się, że się poddasz.
    Jeszcze jakbyś się poddała z powodu lenistwa, albo niechciejstwa, to spoko. Przeżyję.
    Ale jeśli powodem tego wszystkiego jest choroba?
    Jeśli tak, to trzeba ją znaleźć prędko!!!
    To nie jest byle co!
    To poważna sprawa!
    Nie masz dwudziestu paru lat, gdzie ciało w głównej mierze radzi sobie z większymi lub mniejszymi sprawami.
    Teraz trzeba ciału pomagać.

    A z tym spaniem to ja normalnie zaraz wyjdę z siebie
    I ile śpisz? 6h?
    KUŹWA!
    Jak ty się masz regenerować?
    Niech J też zacznie coś robić!
    Jak ty masz wypocząć? Zregenerować się? To jedyny czas gdy nie przeszkadza się ciału w regeneracji!

    No właśnie, a ja się zgadzam szczerze mówiąc. Uważam, że jak organizm odmawia Moni posłuszeństwa to trzeba go wysłuchać. Wiem co czuje. Są na świecie i takie cuda, że jeśli jest naprawdę przemeczona to jak TROCHE odpuści, to właśnie waga drgnie!:-)
    no pewnie, że tak!
    Tylko to jej przemęczenie stało się stanem permanentnym
    I odpuszczanie też nic nie dało.
    Więc albo zacznie dbać o siebie, albo niedługo padnie. I kuźwa będziemy ją odwiedzać ze świeczką i kwiatami!!!
    Nie, nie przesadzam kuźwa!

    Skończyło się branie od ciała na kredyt. Teraz trzeba spłacić dług. I pomóc temu ciału!
    Wysypianie się tylko w weekendy to nie rozwiązanie!

    Idę. Idę bo nie mogę usiedzieć. Porozciągam te kości.
    I proszę mi poszanować to ciało, a nie traktować je jak byle co! I to wszystkie!

    łącznie ze mną.
    Dream_catcher lubi to.


    Skuteczność miarą prawdy

  8. #878
    Awatar tardiska
    tardiska jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    10-03-2011
    Mieszka w
    wrocław
    Posty
    2,475
    Wpisy na blogu
    84

    Domyślnie Odp: Dziewczyny na endorfinach czyli Maratonki i Spółka

    przyszła, nakrzyczała, wystraszyła ludzi i poszła
    A teraz przyszła i znowu się będzie panoszyć

    Kilka newsów.
    Od dwóch (trzech?) tygodni uczę się angielskiego z tej strony etutor.pl
    tydzień był darmowy i byłam zachwycona!!!
    Bardzo zróżnicowane poziomy, robi się test, super zrobione lekcje! Trzeba pisać wypracowania, dużo ćwiczeń, gdzie trzeba rozumieć tekst czytany i trzeba też mówić (tego ostatniego jeszcze nie wypróbowałam).
    Jestem zachwycona. Wykupiłam abonament. Polecam.

    Druga sprawa.
    Zapisałam się do podologa!!!! JA! Czujecie?!
    Na środę. Bałam się na wcześniej, bo po jutrzejszym biegu będzie pewnie sporo odcisków Ale modzelu nie dam sobie wyciąć. Nie przeszkadza mi. Muszę mieć piękne stopy jeśli chcę się chwalić moim tatoo, co nie?


    Skuteczność miarą prawdy

  9. #879
    Awatar concordia
    concordia jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    02-07-2009
    Mieszka w
    Zielona Góra
    Posty
    2,920

    Domyślnie Odp: Dziewczyny na endorfinach czyli Maratonki i Spółka

    Hej!
    Chciałam tylko powiedzieć, że Was czytam. Serio! Czytam i jestem na czasie. Nie zaniedbuję. Tzn zaniedbuję z odpisywaniem, ale czytam Was na bieżąco.
    Po prostu nie mam kiedy odpisać.
    Mój plan dnia wygląda tak
    6.30-pobudka, 7.20- wyjazd z chaty, 8-16 robota, 17- 22/23/24 angielski/treningi. Przyznam, że w tym momencie trochę biorę od organizmu 'na kredyt'. Ale spoko. W wakacje będzie inaczej troszkę.
    Tak jest pon- środa. W czwartek dopiero mam chwilę czasu na oddech.
    Nieee, nie narzekam. Wielbię to ponad wszystko. Ale po prostu brakuje mi czasu.

    U mnie wagowo też koszmarnie. Jestem z Wami serduchem. Nie poddajemy się, walczymy o lepszą siebie!
    Tulę!
    TYLE JUŻ SCHUDŁAM!

  10. #880
    Awatar wisienka_z_tortu
    wisienka_z_tortu jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    14-11-2012
    Mieszka w
    Wrocław
    Posty
    2,154
    Wpisy na blogu
    1

    Domyślnie Odp: Dziewczyny na endorfinach czyli Maratonki i Spółka

    Budzimy się!
    Dość tej ciszy!

    A ja wpadłam zapytać czy wierzycie w zbiegi okoliczności?
    Ja tak sobie ostatnio w głowie (w żartach ofkors) myślę o triathlonie. A tu nagle i bez ostrzeżenia los stawia mi na drodze trenera pływania, który mi mówi: wiesz, całe życie marzyłem o tri i teraz spełniam marzenia, ty też możesz, jeśli chcesz to ci pomogę...
    Dziwne to wszytko...

    Miłego dnia Laseczki!

Strona 88 z 109 PierwszyPierwszy ... 38 78 86 87 88 89 90 98 ... OstatniOstatni

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •