Strona 5 z 6 PierwszyPierwszy ... 3 4 5 6 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 41 do 50 z 54
Like Tree3Lubią to

Wątek: Kolejne podejście do sprawy Wielkiej Wagi... - Część 1

  1. #41
    Awatar Meluzynkaa
    Meluzynkaa jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    12-01-2010
    Posty
    9,304
    Wpisy na blogu
    65

    Domyślnie Odp: Kolejne podejście do sprawy Wielkiej Wagi... - Część 1

    Cytat Zamieszczone przez monti77 Zobacz posta
    Marti, jestem po prostu zażenowana swoim postępowaniem. Wchodzę tutaj w poszukiwaniu motywacji na nowo, ale wstyd mi pisać. Zaprzepaściłam większość z moich dokonań i jedyne, co mi weszło w krew to regularny ruch. Ech, to za mało by nie tyć na nowo
    OJOJOJOJOJOOOOOJ
    To sie niedobrze porobiło powiem Ci.
    "Większość" to nie "więcej niz zrzuciłam".
    To drugie to norma, wiesz o tym?

    Więc proponuję zwlec ciało, podwinąć ogon pod siebie i wrócić tu do nas, na łono forumowe. Zamiast czuć zażenowanie zmień myslenie na: "JESTEM DO PRZODU O X KG" BYŁAM JUŻ WIĘKSZA!
    jak Ci Monti ulży, to powiem tylko, ze nie jestes odosobniona.

    Ja juz dawno doszłam do wniosku, ze dobrze jest wtedy kiedy nie odrobiłysmy z nadwyżką straconych kilogramów.

    I teraz jak czytam u kogoś, że zrzucił 30-40 kg i puszy się, że "nigdy więcej" to po prostu myślę sobie: "Trzymam kciuki. Powodzenia". Nie komentuje tego. Wszystkim zyczę aby mogli się tak chwalić po...3,4,5 latach.
    Też nie chciało mi się wierzyć, że zrezygnuję z tego życia na rauszu spowodowanym zrzuceniem prawie 40kg.
    I myślałam:"Nigdy więcej!"
    Na pewno NIGDY WIĘCEJ się nie upasę.
    I co?
    I dostałam po nosie.

    Ale przemyślałam sprawę i zamiast uderzyc w tony melodramatyczne i rozmamływać sie maksymalnie, doszłam do wniosku, ze każdy zrzucony kilogram poniżej mojej wagi max to sukces.

    Też się czasami zawieszam, zaglądam na forum i nie piszę.
    Ale co jakiś czas się zrywam, zrzucam troszkę.
    Nawet 2 czy 3 kg to coś.
    Zapewne tak będzie wyglądało moje zycie o ile kiedykolwiek zrzucę wszystko co zamierzałam.
    Będę sobie musiała ustalić jakąś wartość graniczną, po przekroczeniu której zabiorę się za zrzucenie 2 czy 3 kg a nie 20 czy 30.
    Taka jest teoria.
    Praktyka z lekka odbiega.
    Ale wiesz co?
    Na plus wrzucam też jedną rzecz.
    Wiem, że mogę.
    I wiem to z doświadczenia.
    A nie ma zbyt wielu osób, które tak jak my potrafiły zrzucić 15-20-30-40 kg...

    Że już nie wspomnę o "towarzyskim" aspekcie forum.
    Ja po prostu lubię zaglądać tutaj i wiedzieć co się u Was dzieje.
    Bo Was Dziewuszki, po prostu lubię!

    monti77 and Jumelka like this.

  2. #42
    Awatar monti77
    monti77 jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    06-12-2009
    Posty
    987

    Domyślnie Odp: Kolejne podejście do sprawy Wielkiej Wagi... - Część 1

    No to może czas się wyspowiadać. Czas sprzyja, bo jestem chora i mam czas. Mam mega doła i chandrę jednocześnie - dziś zaczęło się szkolenie, na które czekałam na liście rezerwowej prawie 3 (!) lata, szkolenie wyjazdowe, trzydniowe. Beze mnie, bo ja zaległam z grypą - odziedziczoną po mężu i dwójce dzieciaków. Już się wylizuję fizycznie, ale niemoc mnie rozsadza. Na liście szkoleniowej nadal jestem, bo to cykl szkoleń - żal mi najważniejszego pierwszego zjazdu, wejścia w temat przez wielkie T. No bezsilność jest straszna.

    Wesele szwagra we wrześniu miało chyba dla mnie największą wartość motywującą. Potem było tylko gorzej. To był też czas, kiedy ruszyłam z własną firmą, nabrała ona rozpędu, doszło mi więc sporo obowiązków. Starszak poszedł do szkoły, na szczęście radzi sobie sam - w zasadzie potrzebuje niewielkiej kontroli. No i stopniowo odchodziłam od diety do aktualnego rozpasania... Jakiś miesiąc temu weszłam na wagę i ujrzałam równe 90. Już jest na pewno wiecej. Boję się zmierzyć z prawdą. Ciuchy coraz ciaśniejsze. Ja wiem, że Wy też to znacie, ale mam aktualnie duże poczucie porażki i bycia w czarnej d... Ruszam się regularnie 3 razy w tygodniu (niefortunnie się skumulowało to w czwartek-piątek-sobota), ale jednak. Uczestniczę też np. w okazjonalnych zumba party. Pokochałam zumbę bardzo. I, cholera, słodycze i podjadanie też okazały się ważne
    No i tyłka zebrać nie mogę. Brzuchol rośnie, czas upływa, a ja się nie mogę dokopać do moich wielkich pokładów motywacji z wiosny i lata 2012 Czytam inspiracyjnie forum. I widzę, jak wiele z nas-Was pobłądziło. Niektóre w ogóle nie zaglądają, nie piszą, inne odchodzą trzaskając drzwiami robiąc cyrk ze swojego odejścia, jeszcze inne bujają się po 2-3kg w te i wewte. Malutko tych, co sukcesywnie pokonują kolejne punkty podziałki pod suwaczkiem. I wiem, że sukcesem jest przede wszystkim niedopuszczanie do jo-jo. Melu, jak piszesz, nie jest wielką sztuką zrzucić jakiś tam balast, największą jest wytrwać. Nie wrócić do wagi wyjściowej. Tak sporo o tym myślę w kontekście dziewczyny, którą kiedyś poznałam - stała się ostatnio bardzo medialna (gazety, programy śniadaniowe, radio), bo zrzuciła kilkadziesiąt kilogramów, jest mniej więcej w połowie drogi do wagi "w normie", dość dużo wypowiada się jako ekspert w tej dziedzinie. I życzę jej, by dotrwała. I została tam, gdzie dojdzie, bo wiem, że to jest dopiero wyzwanie.

    Kurczę dziewczyny, zbieram się. Może jak się wygrzebię z grypowego dołka...? W końcu po wielkiej infekcji w marcu 2012 też zaczęłam najbardziej spektakularne odchudzanie w moim życiu.

  3. #43
    Awatar Meluzynkaa
    Meluzynkaa jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    12-01-2010
    Posty
    9,304
    Wpisy na blogu
    65

    Domyślnie Odp: Kolejne podejście do sprawy Wielkiej Wagi... - Część 1

    Hej Monti.

    wiesz, z tą motywacją to jest dziwna sprawa.
    Nie wiadomo co powoduje, że to własnie TO skłania nas do zrzucania kilogramów.
    Ja nigdy w życiu nie zrzuciłam dobrowolnie zbędnego kilograma.
    Raz zjechałam spektakularnie bardzo.
    Tak z wagi około 105 (?) do jakichś 77.
    W trzy miesiące..
    Z czego jakieś dwadzieścia kilogramów w półtora.
    Ale to było zrzucanie nieplanowane, posypał mi sie wtedy cały świat i na poczatku chyba wydawało mi się, że jedyne wyjście z sytuacji to zwariować. Nie mogłam w ogóle jeść. Potrafiłam zjeść rano kromkę chleba i nic więcej aż do wieczora.
    W kazdym razie, z biegiem czasu pora było otrzepać pióra i ogarnąć się.
    Kilogramy wiec powoli (nawet nie tak od razu, nie w dwa miesiące) wróciły na swoje miejsce.

    Te trzy lata temu, po prostu wróciłam od lekarza do domu.
    Usiadłam.
    Spojrzałam jeszcze raz na wyniki.
    Waga 115kg.
    Wiek 41.
    Zadyszka przy szybkim marszu.
    Cukier -107.
    Trójglicerydy-300.
    Ciśnienie 190/110...

    Posiedziałam chwilę i poczułam, ze to jest żałosne.
    Nie to, ze doprowadziłam się do takiego stanu.
    To, ze siedzę i nie mogę się zebrać do kupy.
    I ze pierwszy pomysł na jaki wpadłam kiedy dotarło do mnie w jakim jestem miejscu to to aby sie rozpłakać. Pomysleć o ja biedna. I sięgnąc po cos do żarcia...
    Potrafię zasuwać w pracy.
    Zajmować się sama domem swoim i mojej matki.
    Biegać z psem.
    Wychowywać nastolatkę.
    Zajmować się milionem spraw, które mam na głowie.
    I ze ja, zawsze jestem na końcu.
    Nie uważam za priorytet doprowadzenie siebie do stanu używalności...

    Potem zerknełam na Dziecko.
    Klasa druga szkoły średniej.
    Waga hipopotamia, jak u mamusi.
    Ponad 100kg.
    Przy wzroście 164cm więc kulka.

    I wiecie co?
    Pomyslałam sobie, że to jest coś strasznego.
    Że ja w jej wieku nie byłam otyła.
    Nigdy nie byłam drobna ale nie mozna było o mnie powiedzieć otyła.
    O sprawności juz nie wspomnę.
    I ze mojego czasu w wadze hipopotamiej juz nie cofnę.
    Ale może spróbujemy zrobić coś żeby całe jej dorosłe życie nie było takie.

    Bo prawde mówiąc, ja swoje najfajniejsze lata zycia spędziłam ze sporą nadwagą. A ostatnie z otylością. I to nie jest fajne.

    W kazdym razie Monti.
    Nie wiem skąd to wziąć.
    Nie wiem.
    Ale dobrze, ze przypomniało mi się, że warto.

    To przecież straszna frajda wchodzic na wagę i widać migające cyferki. Coraz mniejsze.

    Wchodzic w ciuchy w "normalnym" sklepie i widzieć swoje odbicie w lustrze, które nie wywołuje w nas płaczu.

    Nie wspominając o jeszcze jednym.
    Cały czas motywem przewodnim tego zrzucania jest "jak ja wyglądam".
    Do mnie coraz częściej zaczyna docierać, ze nie chcę za parę lat spedzać zycia z bólem.
    O kulach.
    Po zabiegach chirurgicznych.
    Nie mam na to zbyt wielkiego wpływu ale może powinnam zrobić co w mojej mocy aby utrzymywac to ciało w przyzwoitej formie?

    Tez ostatnio pojadłam
    Co zrobić.
    jedzenie jest dobre. Szczególnie dobre jedzenie
    Nam, łasuchom, porawia nastrój.
    Głownie po to aby za moment go pogorszyć.

    Pomyśl pozytywnie.
    Jesteś młoda.
    Masz rodzinę.
    Angazujesz sie w pracę, prowadzisz firmę. Możesz robić mnóstwo rzeczy aby sie realizować i spełniać swoje pasje.
    Wiesz ile kobiet nie ma takiej szansy?

    Jestes w punkcie startowym duzo lepszym niż przed rokiem.
    Wagę startową masz niższą.
    Wiesz, że potrafisz.
    Wiesz co robić aby zacząć chudnąć.
    Zansz juz swój organizm i wiesz na co reaguje pozytywnie a na co nie.
    RUSZASZ SIĘ - to juz w ogóle bosko.
    Nie padłas na kanapę obłozona cukierkami, chałwą, lodami i herbatnikami.

    Podejrzewam, że wystarczy bardzo niewiele aby się zebrać w sobie.
    Bo przeciez warto!

    Jak zwykle sie rozgadałam. Ide łyknąć leki.

    A tak na marginesie- możesz powiedzieć cos o tym szkoleniu?
    czemu az tak długo trzeba było na nie czekać. Zaintrygowałas mnie

    I jeżeli to cykl to straciłaś TYLKO pierwszą część a nie AŻ.

    Pozdrawiam.
    Idę sobie pochorować.

  4. #44
    Awatar gruschka
    gruschka jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    14-01-2009
    Posty
    4,560

    Domyślnie Odp: Kolejne podejście do sprawy Wielkiej Wagi... - Część 1

    Smutno zabrzmiał ten post, ale,przynajmniej u mnie,taka odwaga do przyznania się,że idzie źle to pierwszy krok na dobrej drodze.A czas choroby sprzyja przeważnie dobrym przemyśleniom.Bardzo,bardzo podziwiam za ruch.Ja dzisiaj nieśmiało zaczęłam jogę....
    Nowa wiosna- nowe zadanie
    Zaciskanie paska - na początek 6 cm.
    Docelowo 20cm do zgubienia
    http://www.jestemfit.pl/forum/tylko-...izacja-42.html

  5. #45
    Awatar marti38
    marti38 jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    06-08-2011
    Posty
    7,558

    Domyślnie Odp: Kolejne podejście do sprawy Wielkiej Wagi... - Część 1

    Monti, nieśmiało powiem, że Meli za powyższe słowa, to powinnaś - nie wiem co? - może samochód umyć. Mądra kobieta, ta nasz Mela i lubi pisać :-)
    Ale zgadzam się z jej słowami.

    Jeszcze jedną rzecz bym dodała - mnie forum motywuje bardzo, jak nie zaglądam, to sobie odpuszczam. Nie wiem, skąd wzięłam siłę, żeby w 4 misiące zrzucić 17 kilo, a od ponad roku kręcę się w kółko.....
    Ale wiem, że bez forum, zaglądania i wsparcia dziewczyn przekroczę swój maks - a było to przypominam 115 kilogramów.
    Nie chcę czuć się jak wieloryb do końca życia i dlatego jestem tu. I walczę każdego dnia ze sobą.

    Już wiesz, że potrafisz, więc przejrzyj posty z ubiegłego roku i powoli do dzieła......
    Trzymam kciuki - zaglądaj tu, to pomaga. Uwierz.

  6. #46
    Awatar Meluzynkaa
    Meluzynkaa jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    12-01-2010
    Posty
    9,304
    Wpisy na blogu
    65

    Domyślnie Odp: Kolejne podejście do sprawy Wielkiej Wagi... - Część 1

    Cytat Zamieszczone przez marti38 Zobacz posta
    Monti, nieśmiało powiem, że Meli za powyższe słowa, to powinnaś - nie wiem co? - może samochód umyć. Mądra kobieta, ta nasz Mela i lubi pisać :-)
    Ale zgadzam się z jej słowami.

    He
    Nie mam samochodu.
    Nawet Małżon nie ma, sprzedlismy bo bez sensu było trzymanie go pod domem na kilka(nascie) dni jeżdżenia.
    Prawa jazdy też nie mam.
    I nie będę mieć.
    No, chyba że sobie polecę do NY albo w Irlandii sobie zrobię.
    Uważam, że to co sie dzieje w kwestii prawa jazdy to jakis rodzaj zlegalizowanej przestępczości.
    I niech mnie nikt nie przekonuje, że to co sie dzieje, to zdawanie po kilkanascie razy to dla naszego dobra.
    Jakos w takiej Ameryce czy Anglii 90% zdaje bezproblemowo i chyba 50% kierowców nie ginie na drodze, nieprawdaż?
    Ja jestem trochę wkurzona bo moje Dziecko, po którejś tam próbie odmówiło pójcia na kolejny egzamin.

    Uważa, ze w Polsce go nie zda.
    Rozmawialismy na ten temat z jej instruktorem (któryms kolejnym).
    Powiedział, że życzyłby kazdemu takiej umiejętności jazdy podczs egzaminu.

    Dałam spokój.
    Niech zrobi prawo jazdy za granicą.
    Tylko pieniędzy szkoda bo na próby tutaj wydałam chyba ze dwie moje pensje.

    Jak zwykle odbiegam od tematu forumowego

    Lubię pisać, wiem


    Monti, czekamy na parę słów.


  7. #47
    Awatar Jumelka
    Jumelka jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    28-04-2010
    Mieszka w
    Gdańsk
    Posty
    980

    Domyślnie Odp: Kolejne podejście do sprawy Wielkiej Wagi... - Część 1

    Cieszę się, że wróciłaś do nas w końcu - nawet z podwiniętym ogonem warto. Za to, że potrafisz przyznać się do błędu masz duży plus. Od tego zawsze trzeba zacząć.

    Moja motywacja znowu gdzieś znikła i już widać efekty, eh... mam ochotę rzucić czymś ciężkim.
    start 19.03.2014 || wzrost 175cm || etap 1

  8. #48
    Awatar monti77
    monti77 jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    06-12-2009
    Posty
    987

    Domyślnie Odp: Kolejne podejście do sprawy Wielkiej Wagi... - Część 1

    Mimo zwolnienia nie mam jednak zbyt wiele czasu. No, sporo wolnych chwil poświęciłam na czytanie - chłonę już chyba siódmą z rzędu książkę Camilli Lackberg.
    A więc sprawa przedstawia się następująco: kiepsko się czuję wychodząc z tej choroby, słaba jestem i kręci mi się w głowie. Jednak wczoraj pokonałam swoje słabości i poszłam z chłopakami na mały spacer z sankami. Byłam zmęczona samym ich ubieraniem Przed wyjściem się zważyłam - było 88,9 - wynik w ogóle od czapy - bo ani to na czczo, po chorobie z biegunką. Choć przyznam, że bez 9 z przodu zrobiło mi się dobrze w głowie

    Melu, dziękuję za to, co napisałaś. Gruschka, Marti, Jumelko - dziękuję i za Wasze słowa. Ja muszę motywację znaleźć w sobie. To, co mnie niezmiennie kusi, to zakupy ciuchowe i zdecydowanie lepszy look. Tak płytko, po kobiecemu Odyzskałam już lepszą kondycję fizyczną, mniej się męczę - to wielka zasługa ruchu. Jednak bez diety daleko nie pociągnę - bo im większa waga, tym trudniej się ruszać - sama prawda.

    Co do szkolenia - to jakby kolejny etap szkoleń wyższego rzędu w mojej branży. Ponad 3 lata temu byłam na kursie podstawowym, w międzyczasie szkoliłam się dalej nieco inną formułą, a teraz zaczynam kurs zaawansowany. Zainteresowanie jest duże, stąd ta kolejka oczekujących. Całość składa się na przygotowanie do arcyważnego egzaminu. W mniej niż 5 lat nie da się raczej ogarnąć całości - u mnie będzie jeszcze dłużej, bo po drodze byłam w ciąży i urodziłam Malucha

    No i tyle na dziś. W planach dziś jednak nie mam zumby, zresztą do końca tygodnia nie piszę się na żadną formę takiego wysiłku. Spacer powinien wystarczyć Moja ferajna z resztkami kataro-kaszlu wyssie ze mnie odpowiednią porcję energii
    Dieta na razie w głowie - myślę, może zacznę planować. Ale to już wtedy, gdy będę sama robić zakupy

  9. #49
    Awatar marti38
    marti38 jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    06-08-2011
    Posty
    7,558

    Domyślnie Odp: Kolejne podejście do sprawy Wielkiej Wagi... - Część 1

    Łeeeeeee, ja myślałam, że Ty sie w okolicach setki kręcisz, po Twoich zapowiedziach. A tu nie jest źle, powiedziałabym, że całkiem dobrze, bo ja pamietam Cię z wagą jakoś w oklicach 82-83. Phi, też coś weźmiesz się do galopu i w 3 tygodnie zrzucisz nadwyżkę.
    A zapał do ruchu masz, więc tylko mądrze wesprzyj go dietą i bedzie git.

  10. #50
    Awatar gruschka
    gruschka jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    14-01-2009
    Posty
    4,560

    Domyślnie Odp: Kolejne podejście do sprawy Wielkiej Wagi... - Część 1

    Wczoraj na HBO był dokument o grubych ludziach, bardzo przyzwoity zresztą,polecam, i w konkluzji jeden z profesorów powiedział,żeby próbować chudnąć wieke razy, nie poddawać bo nigdy nie wiadomo czy wlaśnie ten raz nie będzie tym ostatecznym.
    także ja też właśnie układam sobie wszystko w głowie i od niedzieli start.Bo w sobotę niezła impreza.U mnie

    Dzieci to niezła siłownia spakowana w małym cialku.Cwiczą szybkość,wytrzymałość i cierpliwość i parę innych cech też
    Nowa wiosna- nowe zadanie
    Zaciskanie paska - na początek 6 cm.
    Docelowo 20cm do zgubienia
    http://www.jestemfit.pl/forum/tylko-...izacja-42.html

Strona 5 z 6 PierwszyPierwszy ... 3 4 5 6 OstatniOstatni

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •