Halo Halo Zielona Trawko gdzie się podziewasz??? jak sie czujesz jak dietkujesz???
pozdrawiam kochana!!!
Halo Halo Zielona Trawko gdzie się podziewasz??? jak sie czujesz jak dietkujesz???
pozdrawiam kochana!!!
Laseczki kochane,
przepraszam Was za te cisze w eterze wczoraj! Mialam dzien sadny, wstalam o 5 z groszem, o 6 rano juz bylam w pociagu - nota bene sama jedna, bo dzien byl w sumie wolny od pracy, ino moja firma - jako miedzynarodowa jednostka - sie od tej reguly wylamuje i oprocz Bozego Narodzenia i Wielkiejnocy nie mamy zadnych wolnych dni (ale mamy za to dwa tygodnie extra urlopu latem, jak szkola zamknieta!). Dotarlam na kampus o 7 rano, zjadlam sniadanie i wzielam sie do roboty. A co sie z czyms wyrobilam, to mi zaraz nastepna dokladaliWrocilam do domu o 22 i poprawialam cala noc egzaminy, z przerwa na godzinke snu o 3 nad ranem. Troche mi dluzsza przerwa wyszla, bo budzikow (trzech!!) nie slyszalam i obudzilam sie jakims cudem sama okolo 5 nad ranem, chyba mnie na serio Swieta Rita w opiece ma... Od 7 rano dzisiaj znow na kampusie, jeszcze w pociagu egzaminy poprawialam, podczas sniadania tez (w jednej rece kanapka, w drugiej dlugopis hehe) i wyrobilam sie na czas (a raczej na 5 minut przed czasem....). Ehhh, zeby sie tak dalo doktorat przez jedna noc napisac, to bym juz pewnie habilitacje miala...
Ja chyba potrzebuje czuc presje i stres, zeby zabrac sie za rzeczy, ktorych robic nie lubie, czyli wlasnie poprawiania egzaminow (nuuuudyyyy) i pisania doktoratu (jeszcze wieksze nuuuudyyyy). Jestem mistrzem prokrastynacji
No niewazne, koniec marudzenia! Wyrobilam sie, dzisiaj zakonczylam wyklady na ten semestr (juuuupiiii), nakarmilam studentow jeszcze na koniec czekolada z fabryki zaraz kolo mojego mieszkania, bardzo sie cieszyli (no, w sumie nie dziwi
). Teraz 10 dni przerwy i pisania, a za poltora tygodnia dostane 185 egzaminow koncowych do poprawienia, mam wrazenie, ze ostatnimi czasy to tylko ucze, poprawiam egzaminy i siedze z nosem w kompie
A jak sie z tym wszystkim wyrobie, to bede musiala sie pakowac, przeprowadzka, remont, sprzatanie i zaraz jak sie z tym wyrobie, to sie nastepny semestr zacznie i wdrazanie dwoch nowych kursow, ktore jeszcze musze stworzyc/dopracowac
Czuje, ze w tym roku to dopiero na Gwiazdke porzadnie odpoczne
Dietetycznie idzie ok, zadnych wiekszych potkniec, dzisiaj na wadze 114.5 (w tygodniu byly wahania wokol 114, raz nawet 113.9 sie pokazalo), jutro wazenie na suwak, na pewnio bedzie spadek! Tak z ciekawostek: wczoraj na deser na obiad byly lody, ktore do mnie w ogole jakos nie przemowily, a na kolacje (bo jadlam na kampusie z racji dlugiej roboty) eklerki z kremem kawowym, ktore ominelam jeszcze wiekszym lukiem. Mam wrazenie, ze jakos mi sie zapotrzebowanie na slodkie zmniejszylo (oby oby!). Dzisiaj na obiad byl przepyszny losos, pol ziemniaka i duzo ogorka zielonego, na deser kawalek babki z rodzynkami (wielkosci dwoch kciukow, znaczy ten kawalek a nie rodzynki). A na kolacje to sie jeszcze zobaczy. Mam zamiar dzisiaj wieczorem nie robic NIC zwiazanego z praca czy doktoratem, ino sie wybyczyc po tym ciezkim tygodniu, ksiazeczka, goraca kapiel na moje biedne plecy, moze jakis film i wczesne spanko.
Zyc nie umierac!A teraz ide sobie polekturkowac co u Was
![]()
Pff...daj mi te prace do sprawdzenia- wszystkim dam 4 i 5 to się cieszyć będą
Spadek będzie. Ciekawe tylko, jaki dokładnie jutro waga wskaże wynik![]()
Dzien dobry slonka!
U mnie na wadze 114.5, co cieszy, bo kazdy spadek cieszy ha (-0.7 w ciagu ostatniego tygodnia)!Zwlaszcza biorac pod uwage, ze od dwoch tygodni przez plecy na cwicze, musze sie a) w koncu do doktora umowic i b) jednak sprobowac dzisiaj na rowerku troche pojechac.
Za oknem plucha i zimno, pogoda idealna na siedzenie za biurkiemMam nadzieje, ze u Was i pogodowo ciekawiej, i plany macie bardziej ambitne na te wolne dni
Milej soboty!!
No i taki optymizm to lubięPerspektywa spadków raduje serce i duszę mą :P
Ooo, Trinulka, na pewno chcemy egzaminy w obcych językach sprawdzać?A Wy macie nie czasem odwrotnie, że 1 super i jak rośnie to tym gorzej?
Słuchaj no, Trawko, to zrobimy tak, Ty skończ za mnie licencjat i zrób tak, żeby nie miał 90 stron, a ja Ci doktorat napiiiszęAle by było xDD
Wykładowca który daje czekoladę? ło hohooh
Miłego dnia!
Aguś ja tam nawet i po chińsku sprawdzać mogę więc no problemo
I gratki tego spadku!
Zostawiam, na dowod tego, ze tutaj grasowalam i juz wszystko wiem
a waga niech jutro ladnie wspolpracuje
![]()
Gratulacje za wagę coraz przyjemniejszą
Ale gdzie esej? gdzie barwne opisy? Czuję się jak na głodzie,uzależniłam się....
Nowa wiosna- nowe zadanie
Zaciskanie paska - na początek 6 cm.
Docelowo 20cm do zgubienia
http://www.jestemfit.pl/forum/tylko-...izacja-42.html
Zielona ciesze się że waga spada!brawo ! niestety u mnie za oknem podobnie także ruch na powietrzu odpada a szkoda bo w weekend tylkot o mi pozostaje!
)
Współczuje Ci tych egzaminów.. poprawiania... sprawdzania... ale no cóż taka praca nie?
Zostawiam serdeczne pozdrowienia i buziaki! Życzę SIŁY I SAMOZAPARCIA w nadchodzącym tygodniu!:*
Ehh dziewczynki, poczytalam co u Was, same sukcesy, gratuluje!!
Teraz bedzie dluuuugassssssna notka z serii o wszytskim i o niczym
U mnie weekend byl na leniwca, jednak troche mi chec do zycia i milosc do ojczyzny padla po intensywnych ostatnich dwoch tygodniach i w sobote/niedziele nie ruszylam nawet jednym palcem w kierunku pracy jakiejkolwiek, z doktoratem na czele... Ale uwazam, ze czasem potrzeba wlasnie takich leniwych dni (pewnie za kilka tygodni bede na sama mysl o tych przebimbanych dwoch dniach zebami ze zlosci zgrzytac, ale to dopiero za kilka tygodni).
W sobote wybralam sie spontanicznie i na szybkiego do pobliskiego Wielkiego Miasta, na zakupy i do kina. Zakupowo nie nagrzeszylam, zadnych wiekszych nabytkow nie bylo, uffffTak w ogole z racji zblizajacej sie wielkimi krokami przeprowadzki mam ZAKAZ i wrecz zalozona BLOKADE kompletna na zakupy jakichkolwiek produktow z listy rzeczy, bez ktorych Zielona normalnie z miasta wrocic nie moze czyli:
- butow i torebek
- szalikow wszelakich, i chustek, i apaszek
- ksiazek (aaaa mam w domu jakies 1000 ksiazek, ktore musze wkrotce zapakowac i na nowe mieszkanie przeprowadzic)
- herbat sypanych i w saszetkach.
Jedyne czemu sie nie opadlam, to nowe gazety naukowe typu Focus i National Geographic... Glupota, bo mam w domu jakies 100 egzemplarzy jeszcze nie ruszonych, od dwoch lat je zbieram i mam zamiar zaraz po ukonczeniu doktoratu w spokoju przeczytac - lekka forma durnoty jak widac...
Obejrzalam nowy Star Trek i jak ktos lubi takie klimaty, to polecam! A pan grajacy Khana, Benedict Cumberbatch (ktory gra tez Sherlocka Holmesa w nowej produkcji BBC), jest po prostu ehhh i achhh i w ogoleW ramach konsumpcji w kinowych ciemnosciach pozarty zostal maly popcorn z sola i wypita zielona herbata na zimno
Niedziela przeleciala jak z bicza trzasnal i dzisiaj znow o 5 z groszem budzik zadzwonil. Znaczy trzy budziki... Wylaczylam je po czym postanowilam, ze jeszcze tylko na sekundke oko jedno przymkne. Jak je nastepnym razem otworzylam, to byla juz prawie 7... (ale warto bylo bo mialam w tym czasie wypasiony sen science-fiction, w ktorym mieszkalam w olbrzymim domu ze szklanymi scianami i odpieralam ataki dzikich bestii z glebokiego kosmosu- nigdy nie twierdzilam, ze normalna jestem
).
Dzieki Bogu wykladow juz nie mam, wiec z racji zaspania ino sniadanie z przyjacielem na kampusie przegapilam, ufff![]()
Dzisiejsze menu:
- Male sniadanko na szybkiego w domu (troche ciemnych platkow sniadaniowych z mlekiem, kawa z mlekiem),
- pozniej na kampusie mala bulka z rodzynkami i jeszcze jedna kawa z mlekiem,
- na obiad kawalek schabu, kawalek kaczki, troche ziemniakow puree i guacamole, duzo ogorka zielonego,
- na kolacje salatka ze sledzia, buraczkow, cebulki i jablka.
Na koniec dnia w pracy niezle mi cisnienie skoczylo, za sprawa oslego uporu dwojga z moich wspolpracownikow i niekompetencji mojego szefa (ktorego uwielbiam prywatnie, ale jako przelozonego to oddam bez targowania w dobre rece...). Przyjdzie mi pewnie zaplacic za moja naiwnosci i wiare w dobre serduszko u kazdej innej osoby (tu podejscie pod sciane i luuuuuuup durnym lbem po tynku...). Ale co jest pozytywne w ten niemilej historii, ktora mi sie pewnie jeszcze czkawka wielka odbije: wracajac do domu nie pomyslalam nawet przez chwile, zeby cos slodkiego kupic i cukrem stres ulagodzic. Nerwy mna tak targaly, ze - UWAGA UWAGA- odkurzylam cale mieszkanie (chyba po raz pierwszy od obalenia muru berlinskiego, na co wskazywalaby ilosc prawie juz zywych kotkow kurzowych...
). Juuuupiii, mam nadzieje, ze to naprawde dlugofalowa zmiana w zachowaniu, a nie ino oszczednosc podyktowana musem (wciaz nie wygralam w toto-lotka i nie mam jak za remont mieszkania zaplacic, wrrrr!).
I jeszcze z ciekawszych rzeczy:
- wczoraj i dzisiaj przejechalam po 40 minut na stacjonarnym, wczoraj jeszcze bylam zdeczko zastala, dzisiaj juz szlo mi super. Plecy dokuczaja coraz mniej, ale o tak sie do doktora wybiore, zaraz jak sie z nadmiarem pracy wyrobie - czyli zapewne na swietego nigdy
- W sobote przyszedl list (URZEDOWY ehhh...) od pana z banku, z prosba o podpisanie kilku formularzy i odeslania. Ale na urzedowym liscie, wystukanym zapewne w jakims Wordzie, pan z banku dopisal recznie: Jestem do Pani dyspozycji kiedy tylko zajdzie potrzeba (ajajajjjjj potrzeb to ja mam tak wiele, ze nie wiem nawet gdzie zaczac, chociazby zatkany zlew w kuchni...). Zapewne pan z banku zapomnial to w Wordzie dodac i zauwazyl w ostatnim momencie...
![]()
Jakby nie bylo, postanowilam, ze jezeli uda mi sie w koncu wszytskie formalnosci zwiazane z mieszkaniem zalatwic i jak sie juz przeprowadze i po remoncie posprzatam, to zaprosze pana z banku, zeby na piwo zajrzal i zobaczyl, na jaki to osmy cud swiata pomogl mi kredyt zalatwic - jeszcze jedna motywacja, zeby schudnac przed przeprowadzka
A teraz misie idziemy spac, bo budziki na 5.30 nastawione... Buzka i spijcie dobrze!