Pokaż wyniki od 1 do 7 z 7
Like Tree5Lubią to
  • 2 Dodany przez niemampomyslunanazwe
  • 1 Dodany przez ewelinawarchol
  • 2 Dodany przez Eclairka

Wątek: 50kg nadbagażu

  1. #1
    niemampomyslunanazwe jest nieaktywny Nowy na forum
    Dołączył
    24-11-2016
    Posty
    3

    Cool 50kg nadbagażu

    Cześć Wam! Przyszłam tu do Was, ponieważ staram się odzyskać kontrolę nad swoim życiem i jakoś mi nie idzie. 4 miesiące temu zakończyłam swój najdłuższy, bo 5 letni związek i od tego czasu próbuję się pozbierać i usamodzielnić, ale idzie mi co najmniej marnie. Moje nieogarnięcie życiowe nie jest związane ze smutkiem po rozstaniu. W sumie jestem sobie wdzięczna, że w końcu się na to odważyłam. Jednakże całe życie byłam od kogoś uzależniona i przez to stałam się całkowicie nieporadna.. Po związku zostało mi 50kg nadwagi i milion rzeczy i to tyle, jeżeli chodzi o "spadek". Myślę, że odzyskanie kontroli nad wlasnym ciałem będzie jednym z istotnych kroków w mojej walce o siebie i na tym chciałabym się tutaj skupić. Z resztą będę musiała sobie poradzić sama, z tym w sumie też, ale liczę, chociaż trochę na Wasze wsparcie psychiczne. Głupio jest mi się dzielić z tym wszystkim ze znajomymi, nie chcę nikogo obarczać. A w internecie, bądź co bądź, pozostaję anonimowa.

    Ważę ok 115kg, jutro dokonam dokładniejszych pomiarów z rana. Chciałabym wrócić do wagi 70-65kg. Nie wiem w jakim stopniu to będzie możliwe, ale to taki główny cel. Raz w życiu udało mi się schudnąć ok 20kg, ale dokonałam tego bez ćwiczeń i moje ciało zostawiało wiele do życzenia. Teraz chcę to wszystko poprzeć ujędrnianiem, przede wszystkim góry mojego ciała (ramiona nietoperza i wielki obwisły i odstający brzuch), ale również skupić się na pupie, która zawsze była przygnębiająco płaska (teraz nie jest, ale nie w dobrym tego słowa znaczeniu) i wysmuklić nogi (które od kiedy pamiętam były bardzo masywne).
    Ostatnio jem 2x dziennie, ponieważ totalnie nie mam siły i czasu, żeby to zmienić, no ale teraz trzeba będzie. Dodatkowo niewiele piję i opycham się słodyczami - więc chyba już gorzej być nie może.

    Planuję przeprowadzkę, ponieważ po rozstaniu wróciłam do rodzinnego miasta, jednakże póki nie nauczę się znowu żyć, nie widzę w tym większego sensu. Nie mam tu znajomych, którzy odrywali by mnie od postawionego sobie celu, więc tym bardziej powinnam się skupić na tym co ważne i konieczne. Wierzę, że w momencie, kiedy zacznę żyć według jakiegoś sensownego harmonogramu (oczywiście rozsądnie, bo życia nie da się do końca zaplanować), to stanę na nogi i powróci do mnie większa radość z życia.

    Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was i nie zasmuciłam tym opisem, nie taki był mój cel. Życzcie mi powodzenia
    Meta86 and Eclairka like this.

  2. #2
    Meta86 jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    19-06-2010
    Posty
    699

    Domyślnie Odp: 50kg nadbagażu

    Witaj
    No to musisz zacząć dużo pić wody i spacerować na razie dużo a później wdrożyć inne ćwiczenia powoli żeby sobie krzywdy nie zrobić aczkolwiek ja tu autorytetem w chudnięciu nie jestem bo od 3 lat ważę tyle samo w sumie gdzieś tam schudłam 10 kg ale to jak się pilnowałam oczywiście wróciło mi te 10 kg ) Napisz jaki masz plan itp no i jak mam się do ciebie zwracać bo nick sobie wymyśliłaś dość długi

  3. #3
    niemampomyslunanazwe jest nieaktywny Nowy na forum
    Dołączył
    24-11-2016
    Posty
    3

    Domyślnie Odp: 50kg nadbagażu

    Dzięki za odpowiedź Meta Rzeczywiście nicku do końca nie przemyślałam, ale NieMam myślę, że jest ok jako skrót.

    Huuu.. Piszesz o planie. Jedzeniowo to koleżanka ma mi udostępnić swoją dietę od dietetyczki, żebym sobie mogła orientacyjnie zgapić posiłki Na pewno chcę jeść więcej niż 2x dziennie, nie wiem czy uda się dobić do 5ciu, ale na pewno będę się starać. Na pewno bułkę do pracy zastąpię sałatką bądź innym rodzajem pieczywa + np. serek wiejski. W pracy zawsze piję puszkę coli, więc też zamierzam to zamienić na wodę. Dzisiaj zjadłam na śniadanie 2 kromki chrupkiego pieczywa z makrelą, sałatą i pomidorem. No i zrezygnować ze słodyczy. Myślę, że to dobry wstęp.
    5x w tygodniu robię ponad 2km spaceru z pracy, w pracy cały dzień stoję na nogach, więc powiem szczerze, że jak wracam do domu, to marzę tylko o amputacji stóp. Wczoraj kupiłam sobie 2 hantelki i znalazłam 8 minutowy filmik na ćwiczenia z nimi na ręce, więc od dzisiaj zaczynam machać raz dziennie. A wieczorem, kiedy już trochę będę miała więcej siły to z 30 minut gimnastyki, rozciągania i to tyle w ramach wstępu. Wiem, że jak zacznę tracić kg, to będę mniej obolała i zmęczona, więc będę mogła sobie pozwolić na więcej, ale od czegoś trzeba zacząć. Mam bardzo słabe ręce, wzmocnienie ich to mój priorytet. No i bardzo przeszkadzają mi w moim wyglądzie okrągłe barki i obwisłe ramiona Z czasem dołożę wzmocnienie mięśni brzucha i pleców, żebym miała lepszą postawę.

    Dzisiaj się zważyłam, waga pokazała 111,5kg. Do końca stycznia chciałabym zobaczyć 99.9kg Ale zobaczymy ile będę tracić przez pierwszy miesiąc i wtedy realnie ocenię moje szanse.

  4. #4
    Meta86 jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    19-06-2010
    Posty
    699

    Domyślnie Odp: 50kg nadbagażu

    No to dobrze kombinujesz tylko z tą dieta od koleżanki to nie wiem czy to dobry pomysł bo dietetyk układając nam dietę patrzy na każdego indywidualnie i to co może pomóc schudnąć twojej koleżance nie koniecznie tobie pomoże
    NO a cel masz realny ja np nie potrafię zrezygnować ze słodyczy więc pewnie do stycznia może mi się z 3 kg schudnąć

  5. #5
    Awatar ewelinawarchol
    ewelinawarchol jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    01-02-2016
    Mieszka w
    Bielsko-Biała
    Posty
    2,029

    Domyślnie Odp: 50kg nadbagażu

    Hej
    Już cię tu widziałam na forum, przypomina mi się twój post o Beth Ditto
    Kochana, wierzę ci, że znajdujesz się teraz w dość trudnym momencie swojego zycia, jakim jest rozstanie z partnerem. Ale wiesz, każda taka drastyczna zmiana w życiu, nawet, jeśli teraz wydaje się nam, że to, co się stało jest beznadziejne, może przynieść nam korzyści i zawsze przykre zdarzenia można przekuć w coś dobrego !
    z tym planem, to bym ci poradziła tak, nie wzoruj się tym planie od koleżanki tak w stu procentach, bo tak jak powiedziała Meta, dietetyk dobiera dietę do każdego organizmu indywidualnie. Natomiast spokojnie, może ci on posłużyć jako ściąga i taka dodatkowa pomoc. Zajrzyj w nasz forumowy dział z przepisami, zerknij też na zakładkę "Przepisy" na jestemfit.pl. Tam jest sporo przepisów na zdrowe, ciekawe dania. Będziesz miała szanse, żeby nauczyć się gotować jakieś nowe potrawy. To zawsze jest bardzo fajne doświadczenie. Wiesz, dieta wcale nie musi być nudna i nie musi oznaczać, że jemy na śniadanie tylko chrupkie pieczywo, a na obiad pierś kurczaka z brokułami
    Zresztą, wiesz pewnie, że do takiego trwałego schudnięcia i zachowania w przyszłości ładnej sylwetki, zdrowia i dobrego samopoczucia, potrzebna jest zmiana nawyków żywieniowych na stałe. Często mówię tak, że po prostu trzeba przejść transformację w głowie i po prostu nauczyć się jeść na nowo. Jakby na nowo rozsmakować się w jedzeniu, ale w innym jedzeniu. Zdrowy tryb życia i zdrowe odżywianie nie oznacza przecież jakiejś ascezy, wiecznego odmawiania sobie wszystkiego. Polega na poznawaniu nowych smaków, prawdziwych smaków, prawdziwego jedzenia, które ma przede wszystkim nam służyć i nas odżywiać i na trzymaniu tego wszystkiego w kupie i w balansie. Kiedy nauczymy się komunikować dobrze ze swoim ciałem i dostarczać mu wszystkich niezbędnych składników odżywczych, których potrzebuje, a nie zaśmiecać go przetworzonym jedzeniem, słodkimi napojami, czy cukrem, to od nam się pięknie odwdzięczy spadkiem wagi, lepszym zdrowiem i lepszym samopoczuciem.
    Oczywiście, raz na jakiś czas, przy weekendzie możemy zjeść jakieś ciacho, czy lody, bo wiem, jak wiele pokus czycha na nas dosłownie wszędzie i niestety wiem, jak bardzo społeczeństwo i nawet nasze relacje z bliskimi uzależnione są od jedzenia.
    Przykładem niech będzie typowe spotkanie rodzinne, czy w gronie znajomych. Tam zazwyczaj wszystko kręci się wokół jedzenia, zawsze jest jedzenie na stole i to w 90% przypadkach - to niezdrowe, którego staramy się za wszelką cenę unikać podczas diety. Zostawmy sobie jakiś dzień, czy to sobotę, czy niedzielę, na uszczknięcie tego kawałka ciasta, czy wypicie w kawiarni z koleżanką słodkiej, smakowej kawy
    Supr, że twój plan uwzględnia także ruch. Ten 2 kilometrowy spacer to już jest coś. Zawsze te mięśnie się już zdążą trochę rozruszać. Jak na początek - te ćwiczenia z hantelkami plus spacer zupełnie wystarczą. Przy dużej nadwadze, nie ma co się od razu porywać na przykład na bieganie, co czyni wiele osób, bo niestety tylko szkodzimy stawom oraz kręgosłupowi, oraz bardzo szybko się zniechęcamy.
    A może miałabyś możliwość udania się na siłownię, lub zajęcia fitness, gdzie wykwalifikowany trener pomógłby ci wybrać odpowiednie ćwiczenia dla siebie ? Ze swojego doświadczenia wiem, że na przykład u mnie wszelkie próby ćwiczenia w domu, kończyły się fiaskiem. Dopiero, jak zaczęłam regularnie chodzić na siłownię, to w tym wytrwałam. Wiesz, ten klimat, że to jest siłownia, że tam ćwiczą wszyscy i wszyscy nakoś wzajemnie się nakręcają i przyszli w jednym celu - robi swoje
    Pozdrawiam cię zatem serdecznie, będę wpadać na twój wątek z dobrym słowem, rada i dawką motywacji.
    Owocnej pracy !
    Eclairka lubi to.
    "(..) Because really the zone of comfort is a zone of fear. You're afraid to break out of this familiarity. There's nothing good about feeling comfortable."

  6. #6
    Awatar Eclairka
    Eclairka jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    19-03-2012
    Mieszka w
    Elliðaey
    Posty
    2,733

    Domyślnie Odp: 50kg nadbagażu

    Cześć kochana

    Poza wszystkimi mądrymi słowami dziewczyn, chciałam jeszcze dorzucić coś o tym:


    "Na pewno bułkę do pracy zastąpię sałatką bądź innym rodzajem pieczywa + np. serek wiejski. W pracy zawsze piję puszkę coli, więc też zamierzam to zamienić na wodę. Dzisiaj zjadłam na śniadanie 2 kromki chrupkiego pieczywa z makrelą, sałatą i pomidorem."

    Nie, nie, nie... Kurczę, to jest tak złe, że aż się teraz boję. Boję się, że nie zaglądałaś tu od piątku, bo jadłaś te nieszczęsne trociny, ściskało Cię z głodu i poddałaś się. Uznałaś, że to za trudne i odłożyłaś działanie na nieokreślone "później". A może tylko się mylę, może nie miałaś weny i ochoty na siedzenie przed kompem. Może byłaś zajęta w weekend. Mam nadzieję.

    Zasada nr jeden: nie opuszczaj forum. Ja zrobiłam to kilka razy i zawsze żałowałam. Nie wstydź się potknięć. Nawet, jeśli Ci nie idzie, pisz o tym na forum. Każdej z nas jest ciężko i często nam nie wychodzi, ale jeżeli cały czas jesteś w kontakcie z osobami odchudzającymi się, czytasz o tym, dokształcasz się, planujesz, motywujesz, to jest mniejsza szansa, że znów popadniesz w obżarstwo i odrętwienie.

    Zasada nr dwa: żeby schudnąć musisz jeść! Jedzenie, to paliwo, które nakręca metabolizm i tym samym wszystkie funkcje życiowe. Tylko musi być to dobre jedzenie. Pomyśl, co do tej pory jadałaś na śniadanie? I jak to się ma do tych dwóch desek z makrelą i sałatą? Nie popadaj ze skrajności w skrajność. Nie możesz być głodna. Nie możesz być słaba. Musisz jeść, żeby mieć siłę na ćwiczenia i radość z tego, co robisz. Zjedz na śniadanie z 300-400 kcal. Niech to będzie porządna micha sycącej owsianki z tartym jabłuszkiem i cynamonem. Ale bez zbędnego tłuszczu i bez cukru dodanego. Stawiaj na produkty nieprzetworzone. Wiem, że na początku diety ma się mnóstwo energii, motywacji i myśli się: "Nie po to wzięłam się za siebie, żeby tyle jeść. Czuję się świetnie jedząc dwie kromki chleba, nie jestem głodna, mam energię" itd. itp. Ale tak myśli każda, bo na początku jesteśmy nakręcone, mamy spory zapas energii i możemy przeżyć tydzień na jabłkach. A potem dopada nas proza życia, rutyna, świadomość, że odchudzanie nie będzie trwało miesiąc, ale długi, długi czas. I musimy mądrze rozplanować siły. Pomyśl, ile zbędnego tłuszczu jadłaś do tej pory, ile cukru, ile świństw podjadałaś między posiłkami. Naprawdę na początek wystarczy, że odstawisz to wszystko, ale główne posiłki pozostawisz sycące, ale zdrowe i przemyślane.

    Najlepiej jest się tak mądrzyć, jak samemu się nie chudnie Ale wierz mi, że takie drastyczne obcinanie kalorii jest gorsze niż wagowa stagnacja, bo po nim kilogramy spadają, a potem wraca jeszcze więcej.

    Trzymam mocno za Ciebie kciuki i czekam na jakiś raporcik

    Może ustaw sobie suwaczek, jeśli odpowiada Ci taka forma motywacji Ja uwielbiam go przesuwać w prawą stronę

    Trzymaj się cieplutko
    Meta86 and ewelinawarchol like this.

  7. #7
    Awatar ewelinawarchol
    ewelinawarchol jest nieaktywny Znany na forum
    Dołączył
    01-02-2016
    Mieszka w
    Bielsko-Biała
    Posty
    2,029

    Domyślnie Odp: 50kg nadbagażu

    Eklerko, podpisuję się pod twoimi słowami nogami i rękami, bo ja właśnie tak zaczęłam się odchudzać. Odrzuciłam bardzo dużo produktów, których bałam się jeśc, bo wydawało mi się, ze mają taaaak dużo kalorii, no i żyłam przez pewien czas na przysłowiowym "liściu sałaty". jabłka żarłam nałogowo. Jak mnie tylko głód dopadał, na jakieś drugie śniadanie, przekąskę, czy podwieczorek, to szamałam jabłka. W żołądku to dosłownie miałam jedną wielką kiszonkę, bo jadłam też dużo ogórków kiszonych i kapusty, czy innych takich marynowanych warzywek, bo zachęcała mnie mała ilość kalorii :P
    I warzywa na parze codziennie na obiad. Same warzywa, polane keczupem... Żadnego mięsa, żadnego makaronu, czy kaszy.
    Fuck, ja się sama teraz zastanawiam, jak ja to głupia przeżyłam. I zamiast pić wodę, w tym początkowym stadium odchudzania, jak byłam w liceum, piłam morze coli zero, herbaty i czarnej kawy, żułam dużo gumy bez cukru i .. paliłam papierosy, by oszukiwać głód ...
    Ale wtedy byłam dzieciakiem, grubym dzieciakiem, który za wszelką cenę chciał schudnąć, nie patrząc na konsekwencje.
    Zanim nauczyłam się tak na prawdę jeść, zdrowo jeść, to upłynęło sporo czasu. Dopiero się ogarnęłam, jak przez ubogą i drastyczną dietę straciłam na kilka miesięcy okres. Wtedy zaczęłam nieśmiało rozszerzać tę moją dietę i zwiększać liczbę zjadanych kalorii, bardzo stopniowo. Pojawił się częściej jakiś twaróg, jakieś kotlety ze strączków, jakaś ryba, kasza, ciemny makaron. I oczywiście to nie było tak, że miesiączka wróciła normalnie następnego miesiąca, tylko przez kilka dobrych miesięcy z tym walczyłam, oraz z anemią i niedoborami witamin.
    Ja na prawdę teraz, patrząc wstecz, tak sobie myślę, że zabrałam się za to moje odchudzanie od d*** strony, ale przynajmniej sama w sobie podziwiam upór i to, że udało mi się zachować szczupłą sylwetkę, ale jednocześnie nauczyć się zdrowo, racjonalnie jeść i ćwiczyć. Że udało mi się ani nie popłynąć w efekt jo-jo, ani nie popaść w anoreksję, do której w pewnym momencie w sumie nie wiele mi brakowało, bo był okres, gdzie dosłownie bałam się jedzenia ...
    "(..) Because really the zone of comfort is a zone of fear. You're afraid to break out of this familiarity. There's nothing good about feeling comfortable."

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •